Opowiadanie część 26.
Gdy
trochę ochłonęłam po tym „przedstawieniu” poszłam do kuchni się napić.
Bill chyba miał to samo w zamiarze. Sięgnęłam do szafki po kubek, a on w
tej samej chwili wszedł do pomieszczenia. Nasze spojrzenia się spotkały.
Nagle chłopak zadał niespodziewane pytanie:
-Podasz mi szklankę?
Myślałam, ze padnę na ziemie. Lekkie rozbawienie i pogarda mną zawładnęła.
-Co? – spytałam z drwiącym uśmiechem na ustach.
-Szklankę – powtórzył zimno Bill.
Nie ruszyłam się, tylko bezczelnie wpatrywałam w jego brązowe oczy.
-Patrycja… To, że ze mną zerwałaś nie oznacza, że mamy być wrogami! – Zaczął
chłopak.
Wybuchnęłam śmiechem…
-I, co cię tak bawi?!
-Ty! – Krzyknęłam i od razu zmieniłam minę. Moja twarz w jednej chwili z
roześmianej zmieniła się w wściekła.
-Dziękuję… - szepnął Bill, wziął sobie szklankę i poszedł.
W pierwszej chwili zrobiło mi się trochę głupio. Tak jakbym miała go za
idiotę. A nie mam, bo nadal kocham… Ale wzruszyłam ramionami i postanowiłam
się tym nie przejmować.
Usiadłam na kanapie w dużym pokoju. Włączyłam TV i oglądałam głupi program
o malowaniu paznokci… Zaczęłam tak sobie myśleć, czy za łatwo się nie
poddaliśmy. Bill miał racje, to ja zerwałam. Kolejna kłótnia i nasza miłość
tego nie wytrzymała? Trochę bezsensu… Prawdziwe uczucie przetrzymałoby
wszystko! Ale jednak, gdzieś jest ta granica… A teraz? Zachowuje się jak
kretynka.
Nagle zadzwonił telefon. Ruszyłam się z kanapy i spojrzałam na
wyświetlacz. Na fonku Toma pisało „manager”. U, czyżby miał jakąś sprawę?
Wzięłam telefon i pobiegłam do pokoju dredziarza. Na pewno siedział z Iza i
rozmawiał… Uchyliłam drzwi. Dziewczyna płakała, a chłopak tulił ja do
siebie uspakajając.
-Yhym… - chrząknęłam.
-O, Patii… - westchnął Mopek.
-Nie przeszkadzam..? – Spojrzałam na nich ze współczuciem.
-Nie, wchodź..
Podałam mu już niedzwoniący telek.
-Boże… - mruknął bliźniak – tylko nie teraz… - i wyszedł z pokoju.
Usiadłam na łóżku Izki. Moja przyjaciółka leżała zwinięta w kłębek, twarz
chowała w poduszce, co chwila jakiś bliżej nieokreślony, stłumiony dźwięk
wydobywał się z jej ust…
-Izuniu… - sama nie wiedziałam co zrobić… Byłam w kropce. Pierwszy raz w
życiu spotkałam się z taka sytuacja i kompletnie nie miałam pomysłu jak
pomoc Izabeli. Gdyby Bill tu był……
-Patii… Co ja powiem rodzica, co ja zrobię… Tom robi karierę, nie mogę mu
przeszkadzać… Mam dopiero 16 lat!!! – Kolejne łzy utopiły się w materiale.
-Izka – podniosłam głowę dziewczyny – dacie rade. Kochacie się, twoi
rodzice SA bardzo wyrozumiali… Poza tym, nawet nie robiłaś testu ciążowego!
Nie wiesz co się dzieje! Wiec histeryzuj, najpierw musisz iść do lekarza.
-Nie chce…
-Musisz. Tylko wtedy będziesz mieć pewność co jest grane.
-A jeżeli mam dziecko, co wtedy?! – Izi podniosła twarz. Była zupełnie
blada chociaż płakała… Przezroczyste łezki spływały po jej twarzy,
zostawiając mokre ścieżki.
-Spokojnie. Może te bóle i wymioty są z powodu jakiś stresów. Nie wiesz
tego. Nikt tego nie wiem. Wiec nie ma mowy, idziesz do lekarza. Z Tomem
pójdziesz, będzie ci łatwiej. I naprawdę wszystko się ułoży.
Przerywany oddech wypłynął z płuc blondynki. Jej podbródek zaczął drżeć.
Próbowałam patrzeć na nią pewnym wzrokiem, ale wiem, ze nic z tego nie
wyszło. Jak każdy bałam się? Przyszłość była taka czarna… Izi leżąc i
płacząc zasnęła. Czuwałam przy niej, póki Tom nie wróci. Lecz niego nie
było.
Skrzyp drzwi odwrócił moja uwagę. Zaciekawiona, co to może być, wyszłam z
pokoju po cichu. Powolutku zeszłam na dół. Tam usłyszałam rozmowę
bliźniaków:
-Jeżeli teraz pojedziemy, to wszystko runie.
-Zgadzam się – przytaknął Bill.
-Twoja dziewczyna potrzebuje ciebie, musisz być przy niej, jeżeli naprawdę
jest w ciąży..
-Bracie, Twoja ciebie też potrzebuje – stwierdził Tom.
Ciemnowłosy zaśmiał się bolesnym głosem.
-Taaak… Dzisiaj mnie wyśmiała. Kocham ja najbardziej na świecie i nie
potrafię się pogodzić z końcem, ale… Patrycja uderza w moje najsłabsze
punkty. Wiem, źle zrobiłem. Tez ugodziłem ja w czule miejsce, ale zrobiłem
to pod wpływem emocji. Bo sam już sobie z ta sytuacja rady nie daje… Wciąż
musze być cierpliwy, pomagać, być… Ale nie jestem idealny i także popełniam
błędy. Moja cierpliwość kiedyś musiała się skończyć. I głupio przyznać ale
miałem już dość… Byłem bezradny. Czasem tak chciałbym ja przytulić, ale
nie. Bariera… - chłopak mówiąc to chodził po pokoju. Co jakiś czas jego glos
się łamał.
-Bill, to powiedz jej to samo co mi teraz! Sam mówiłeś, ze zaraz po tej
sprawie z Justin postanowiliście udowa związek na przyjaźni, wiec zachowaj
się jak przyjaciel i idź do niej!
-Jasne… Żeby mnie wyśmiała. Nie chce jej skrzywdzić po raz kolejny, a
jeżeli ona uderzy, ja oddam.
-Chłopie… - Tom już chciał cos powiedzieć, ale ciemnowłosy mu przerwał.
-I co z tymi koncertami? Uciekaliśmy z Polski a teraz mamy do niej
samowolnie wracać?
-Wiesz… Ja jestem przeciw. Teraz nasze Życie się wali, nie możemy dorzucać
drewna do pieca, bo się spalimy.
-Racja… Ale wiesz. Polacy po raz pierwszy nas zaprosili na jakąś galę… Jak
to się nazywało?
-JETIX KIDS AWARDS.
-Chyba nie powinniśmy ich zawieść. Istniejemy już półtora roku i jeszcze u
nich nie byliśmy.
-Bill, albo fani, albo Patrycja. A w moim przypadku, albo Izka albo fani.
Co jest ważniejsze dla ciebie? Bo ja zostaje…
-Ja chyba nie mam już dla kogo zostać… Ale dobrze. Patrycja jest
ważniejsza. Odrzucamy ten koncert i nagrodę…
-..i zostajemy tu, przy naszych dziewczynach.
Ta konwersacja mną wstrząsnęła. Nie mogłam zebrać myśli. Rozumiem dlaczego
Tom zrezygnował z występów w Polsce, ale Bill?! Nic go tu nie trzyma!
Zerwaliśmy! Boże, popełniłam chyba największy błąd życia… Ale to on
popełnił błąd. Ja nie mam w tym winy. Powiedziałam parę slow, ale to przez
niego. Nie mam zamiaru zmieniać decyzji. Wiem, ze teraz nasz związek
plonie. Ogień niszczy wszystko co zbudowaliśmy, zmienia w popiół każde
wspomnienie, czy przeżyta radość… Teraz mamy ostatnia szanse na ugaszenie
pożaru bo potem nie będzie powrotu. Ogień strawi wszystko i nic nie uda się
uratować. Na razie płonie tylko mała część. To nie jest jeszcze ogromny
pożar, ale jeszcze trochę, a pochłonie nas żywioł. Razem, lub przeciwko,
musimy z nim walczyć. I nie tylko o miłość, ale tez o przyjaźń, o kontakt,
o stosunki. Bo to co zostanie zniszczone, tego nie da się tak po prostu
ożywić. Nie ma takiej możliwość. Niewielka część przetrwa, ale to będzie
tylko jedna tysięczna całości. Na dodatek ten malutki skrawek nas, który
przetrwa, będzie bolał, krwawił… Decyzja należy do nas.
Lekko roztrzęsiona chciałam wrócić do pokoju, ale zderzyłam się z
Margaret.
-Co jest Piękna? – zapytała dziewczyna.
Bez słowa zaprowadziłam ja do pokoju Billa i opowiedziałam wszystko.
Dziewczyna tez miała niemały mętlik w głowie i nie wiedziała co o tym
sądzić…
-Zrezygnował z kariery, dla Ciebie?
-Tak!!! – bo raz chyba piety zapewniałam Meg o ty m co słyszałam.
-Pati, on Cię kocha…
-Odkryłaś Amerykę! Wiem! Ale przeprosić nie umie, nie!?
-Dziewczyno! Rozumiem cię, ale nie możecie pogadać na spokojnie, tylko od
razu, tak impulsywnie zrywać? Nie żal ci tych wspólnych dni?
-Żal… Ale to on ma jakieś wąty do mnie, a nie chce mi tego powiedzieć! –
wrzeszczałam.
-To zapytaj o te wąty! Mieliście być przyjaciółmi, a nie tylko para.
Spokojna, przyjacielska rozmowa, bez krzyków, pozwoli wam się zrozumieć, a
wtedy jest szansa.
-Ale nie chce tej szansy!! Uderzyli, zabolało!
-I tylko dlatego, ze duma ci nie pozwala, to go stracisz?
-Tak! – łzy płynęły po policzkach.
-To twoja sprawa. Pamiętaj, ze jeżeli on zapomni i odda swoje serce innej
nie będzie powrotu…
Meg wyszła trzaskając drzwiami.
Pożar smutku trawił mnie i moja dusze. Już sama nie wiedziałam… Pogubiłam
się w tym wszystkim… Zycie jest jak karta. Z jednej strony pisze smutek z
drugiej szczęście. Zależy od losu na jakiej stronie położy się twoja karta.
Czasem złośliwy podmuch wiatru może odwrócić szczęście na smutek. To
niesprawiedliwe…
Przyłożyłam głowę do poduszki. Łzy tonęły w niebieskim materiale
nasiąkniętym zapachem Billa. Księżyc wysoko wzbił się na niebo. Brakowało
obok niego gwiazd… Jego oślepiający blask przygasł, ale nadal padał prosto
na moja twarz. To światło zaczęło mi przeszkadzać. Wstałam z łóżka i
podeszłam do okna. Wyszłam na balkon… Zaczęłam płakać. Musiałam dach upust
uczuciom które gniotek od kilkunastu godzin. Pierwszy raz od dwóch tygodni
zatęskniłam za domem… Chciałabym wrócić, pogodzić się, zacząć normalnie
żyć… A teraz, rozbita, dryfuje i próbuje chwytać się brzytwy..
-Patrycja – dobiegł mnie ciepły glos… Glos który spowijali moje ciało
aksamitem, a zarazem wywoływał gęsią skórkę. Ten miękki ton mały zaszczyt
Suszec wszystko dziewczyny na świecie, ale to do mnie należał..
Nie odpowiedziałam. Salwa jęków i głośnych, głośnych westchnień,
oświadczyła ze płacze, ze mam dość…
Ciepła dłoń spoczęła na moim ramieniu…
-Czego chcesz? – zimno pytałam, chociaż potrzebowałam ciepła.
-Porozmawiać… To się za szybko dzieje. Byliśmy zbyt impulsywni. Kocham cię,
wiec… - nie pozwoliłam dokończyć.
-Kochasz?! KOCHASZ KAŻDĄ! Gdybyś mnie kochał, nie wysłał byś tego esa, nie
zadawałbyś się z Justin, gdybyś mnie kochał, Majka nie weszłaby miedzy nas,
gdybyś mnie kochał nie wrzuciłbyś mnie do fontanny, gdybyś mnie kochał,
nie upokorzyłbyś mnie na oczach wszystkich, gdybyś mnie kochał nie wbiłbyś
mi noża w sam środek serca, gdybyś mnie kochał przeprosiłbyś!!!! – wyżyłam
się na Billu. Powiedziałam chyba wszystko co leżało mi na serce. Ukąsiłam
go z największa mocą jaka miałam. Uderzyłam z najsłabsze punkty! Tak jak
on to zrobił..
-Sugerujesz, ze cię nie kocham? Uważasz, ze byłem z tobą tylko dlatego, ze
pragnąłem ciebie, a nie twojej miłości? Myślisz, ze złapałem cię na haczyk
uczucia, a tak na prawdę martwię się tylko o własna dupę i panienki mi w
głowie, a miłość dla mnie nie istnieje?
Milczałam jak grób.
-A wiesz co ja ci powiem? Zachowujesz się jak dwu letnie dziecko. Myślisz
ze jesteś jedyna na świecie, ze istnieją tylko twoje problemy, nikt inny
cię nie obchodzi! Potrafisz kochać, zgodzę się, ale jesteś egoistka! –
wrzeszczał chłopak – tylko JA, JA I JA! A INNI?! Musza latać za tobą,
pomagać! I nic cię to nie obchodzi, ze oni tez maja swoje kłopoty! Chcesz
by zajmowano się tylko tobą! I nie pomyślisz o tym, ze tym co latają obok
ciebie może zabraknąć tej cierpliwości, może zabraknąć chęci, mogą się
znudzić! Ale nadal są przy tobie i nic nie mrowia bo KOCHAJA! Tak, Patii,
kochają i nie chcą cię zostawić, nawet jeżeli jesteś straszna egoistka! Co
którzy są obok ciebie jeszcze cię nigdy nie opuścili, ale ty tego nie
zauważasz! Nie doceniasz, ze masz przyjaciół, ze masz kogoś takiego… Jesteś
naprawdę dziecinna. Przyznam ci racje, ze zawiniłem poważnie i to nie raz,
ale ty kręcisz czasami mega kłótnie z byle czego! Wydaje mi się, ze ty po
prostu to lubisz! Zauważ, ze ja tez czasami czepiałem się tak jak ty, o
byle gówno, lecz powstrzymywałem się. Nie chciałem nas narażać na koniec.
Próbowałem w sobie dusić słowa, czy czyny które mnie zabolały! Ale już nie
potrafię i nie chce tego robią, bo wypalam się od środka. Moja dusza, moje
serca, to umiera powoli, gdy zbieram przykre wspomnienia do woreczka i nie
chce ich uwolnić. Szczerze, to czasem płakałem po nocach, bo już nie mogłem
wytrzymać… I nigdy nie chciałem ci tego powiedzieć. Ale zrobiłem to, wbrew
sobie i żałuję, ale już nie ma odwrotu. I wybacz, ale cię nie przeprószę.
Zrozum nareszcie ze inni maja wady i ty tez je masz, Trzeba to akceptować!
– ciemnowłosy już chciał wychodzić, lecz w ostatniej chwili odwrócił się, a
jego oczy, czarne oczy, błysnęły niebezpiecznie.
-I proszę… Nie baw się więcej mną jak lalka…
Trzask drzwi.
Pustka. Dziwna pusta i poczucie winy. Wyobraziłam sobie słowa chłopaka.
Przepiękny kwiat, rosnący na pustyni zwanej życiem. Wokół tego kwiatka
rośnie mnóstwo innych, lecz brzydszych roślinek. Kwiat ma pełno rożnych
zachcianek, różnych problemów, a roślinki wija się wokół niego pomagając.
Ale kwiat jest zawsze niezadowolony. Pomoc nigdy mu nie wystarcza, znajduje
same minusy. Myśląc tylko o sobie zapomina ze roślinki wokół tez są
kwiatkami, takimi samymi, lecz zostały przysłonięte przez najpiękniejszy
kwiat i więdną. Jednak nigdy nie wytknęły egoistycznemu kwiatu, ze
poświęca im za mało uwagi, nigdy nie powiedziały, ze za mało interesuje się
ich problemami. A kwiat był ślepy… Jego blask i zarozumialstwo pozwalało mu
widzieć tylko coraz nowsze problemy i sprzeczki. Nawet z najmniejszej
rzeczy umiał rozkręcić poważną sprawę i znów zabrać roślinkom trochę
powierzchni. Lecz roślinki nie dawały się przeciwnościom i wierzyły ze kiedyś
kwiat się odmieni, ze wkrótce dojrzy swoje błędy. Nadal wiły się wokół
egoisty nadal pomagały, lecz ich siły więdły. Ich cierpliwość kończyła się.
I mimo wszystkim zasadom kochały zarozumiały kwiat i za żadne skarby nie
chciały powiedzieć mu prawdy. Bały się, ze stracą swój najpiękniejszy
kwiat… Zycie jest złośliwe, wiec któregoś dnia, gdy pustynie nawiedził
sztorm i powstał kolejny poważny problem nakręcony z błahostki roślinki
nie wytrzymały. Szczególnie jedna, miała dość duszenia w sobie emocji i
wybuchłą. Miała nadzieje, ze gdy powie kwiatu co czuje, wreszcie „dostanie
pozwolenie” na rozwiniecie liści. Ale nie! Kwiat nadal myślał tylko i
wyłącznie o sobie i stwierdził ze nie chce pomocy roślinek jeżeli te są
takie niewdzięczne. W gruncie rzeczy nie potrafił żyć… Teraz, gdy zrozumiał
swój bladą, już wie jaki był głupi i kogo stracił, żałuje. Ale jest chyba za
slaby żeby to odwrócić. Ta wyjątkowa roślina się od niego odwróciła. Tyle
czasu potrafiła żyć ze smutkiem w sobie, ale wszystko się kiedyś
kończy. Teraz to kwiat musi się zaopiekować i pomoc. Roślina rozwinęła
liście i nie chce żeby kwiat znów go stłumił, wiec egoista musi się
zmienić. Teraz to on musi przeprosić… Teraz to on musi to odkręcić i
przeboleć niektóre sprawy. Musi sprawić, by roślina nie czuła się lalka na
sznureczkach…
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie. Gdy spojrzałam w lustro
zobaczyłam istne widmo. Zapuchnięte oczy, podkrążona, rozczochrane włosy.
Lecz nie dbałam o to… Kwiat MUSI się zmienić.
Najpierw poszłam do Izki, sprawdzić co z nią. Na palcach weszłam do
pokoju. Leżała przytulona do Mopa. Wyglądała znacznie lepiej…
Teraz poszłam sprawdzić co u Meg i Rasa. Także leżeli obok siebie śpiąc.
Na koniec zeszłam do salonu i spojrzałam na roślinkę… Wyglądała
koszmarnie. Spala bardzo niespokojnie z krzywym grymasem na twarzy… Po
chwili zauważyłam, ze podczas snu Bill płacze… Ledwo co sama powstrzymała
potok łez i z ściśniętym gardłem wyszłam. Tak ogólnie, cała ta wojna toczy
się o zaufanie...
Spójrzmy, gdyby Bill był zupełnie szczery i mówił mi co go rani, może
teraz ta sytuacja nie miałoby prawa istnieć! Albo nie bylibyśmy JUŻ
razem... Nie ważne. Ale... Bill tak bardzo mnie kocha, że wszystko dusił w
sobie, aby nie zagrozić naszemu związku! Boże, jakie to poświęcenie z jego
strony! Lecz, gdyby spojrzeć na to z innego punktu widzenia, chłopak mnie
okłamywał. Udawał, że wszystko było OK. chociaż tak naprawdę jego świat
leżał w gruzach... A ja nic nie zauważyłam. Myślałam, że go znam, że po
każdym grymasie twarzy, po każdej minie, czy spojrzeniu, odgadnę co
myśli... Ale nie. Ja go nie znam! Ja nic o nim nie wiem! Boże, dopiero
teraz sobie uświadomiłam jak wiele rzeczy nas różni, dzieli! A zarazem jak
wiele łączy... W sumie, on mi jest zupełnie obcy. „Kłamstwo w imię miłości”
Tak można nazwać postawę Billa... No i mamy tego rezultaty. Dołączmy do
tego moją postawę i proszę bardzo. Rozwaliliśmy wszystko to, co budowaliśmy
przez te miesiące. Mieliśmy prawie wszystko, nie mammy nic. Czasem
musieliśmy naprawdę wiele się natrudzić, żeby uratować nasze uczucie, a
teraz...? Chyba nie ma odwrotu... Bo nie tak łatwo zmienić się egoista. A
ja nim jestem... To moja wina....
Chyba najgorszy jest żal. Żal, poczucie winy, złość na samego siebie. JAK
MOGŁAM NIE ZAUWAŻYĆ?! Wiem, obwinianie siebie teraz nic mi nie da... Ale
Zawsze... W końcu straciłam chłopaka moich marzeń. Najbardziej, pragnęłabym
teraz cofnąć czas i naprawić swoje błędy... Tak byłoby najłatwiej.
Moglibyśmy zacząć wszystko od nowa, Bill by nie cierpiał... Nasze
zaufanie... Ehh.. Cały ten most szlag trafił... Dlaczego? Bo zaufanie to
dziwna rzecz... Miłość=zaufanie. U nas tego zabrakło. Zaufanie można
porównać do wysokiej i stromej góry. Dwie osoby wspinają się na sam szczyt.
Pokonują coraz więcej trudności, są razem, nie boją się upaść. Lecz, jeżeli
jedna z osób wyłamie się i działa na własną reke, upadek jest murowany. A
im wyżej się weszło, tym upadek na sam dół jest bardziej bolesny... Jednak,
zawsze pozostaje nadzieja. Że ta druga osoba pozwoli spróbować wejść na
szczyt jeszcze raz, że da szanse... Tym razem będzie trudniej. Ból, jaki
sprawia się osobie bliskiej jest dla niej nie do zniesienia. Wiem, żę tamta
osoba też się zadręcza. Co było nie tak, gdzie popełniła błąd. I ma ogromny
żal, nie może się z tym pogodzić. Ona ufała nam na śmierć i zycie, a tymczasem
najbliższa osóbka ją wystawiła...
Teraz ja i Bill stoimy pod tą góra, podnosimy się po upadku, masujemy
bolące miejsca.. Lecz czy mamy na tyle odwagi, nadziei i miłości w sobie,
oraz przebaczenia, żeby zacząć tą podróż jeszcze raz? Kto wie....
c.d.n.
Zuzanna Ledworowska – zozol@znalezione.pl