Opowiadanie część 31
-A ty? – usłyszałam w odpowiedzi.
-Ja… Zawsze troche ci zazdrościłam.. – wyznałam szczerze.
-Ty mi?! – Bill był zszokowany. Wrócił na swoje miejsce pod ściana i słuchał.
-No… Masz sławe, pieniadze, masz prawie wszystko… Twoje marzenia spełniły się. A ja? Nie dojrz, że musiałam z domu uciec, to jeszcze ci się na głowę zwaliłam… - mówiłam powoli. Te słowa z trudem wychodziły z mego gardła.
Nigdy o tym nie myślałam, ale to gdzies tam tliło się.
-Patrycja, przeciez ja cie kocham… Ii… - chłopak nie umiał znaleźć słów.
-Tak, ale… Ja się po prostu troche krępuje, jak tak u ciebie mieszkam, jak ty za wszystko płacisz. I jest mi wstyd… -Ale ja tego nigdy tak nie postrzegałem! Dla mnie rzeczy materialne nie maja znaczenia, bo to prawda, mogę mieć prawie wszystko… I doceniam to, czego nie można kupić… Skuliłam się w sobie. Troche głupio się czułam mówic tak otwarcie i szczerze. Ale to przynosilo ulge pewnego rodzaju… Poczułam się swobodnie… Zeszłam z kibelka i usiadłam pod oknem, naprzeciw Billa. Kolana podciągnęłam pod brodę, a palce zaplotłam wokół kolan.
-Wiesz… Pamiętasz ten dzien, jak zemdlałas dla zabawy? Jak zrobiłaś ze mnie i Toma idiotów?
-Pamietam… - rzekłam ze skrucha.
-Nie podobało mi się to. Ja naprawdę się bałem – złości, czy żalu nie słyszałam. Dostrzegałam prosbe… Ten ton głosu prosił, bym więcej tak się nie zabawiała.
-Ogólnie… Nie lubie jak się mną bawisz… Jak traktujesz mnie i moje uczucia jak swoja ulubiona przytulanke… -Rozumiem… - Świat stanął do góry nogami. Ja naprawdę widziałam te swoje błedy! Czytałam Billa, pochałaniałm zapisane kartki, a on nie pozostawał mi dłużny. Siedzileismy analizując nasze dotychczasowe Zycie, szukaliśmy w pamieci wspomnien.
-Kochanie.. – zaczęłam dość niepewnie – dlaczego ty jestes zawsze taki obojętny, zawsze taki zimny i chłodny gdy cos się stani..? Dlaczego uciekasz nawet przede mną?
-Taku już jestem… - Bliźniak podrapał się w szyje w gescie zmieszania.
-Gdy coś się stanie przybieram maske emocjonalna… -Mogę o cos poprosic? – zapytałam.
-Wal.
-Nie rób tak… Spróbuj chociaż troche to zmienić, otworzyc się… Bo ja mam wraznenie, jakby ci na mnie nie zależało, jakbys… mnie nie kochał… - odkrywałam z Billem nowa strone naszego związku. Nie mogłam przewidzieć zadnej reakcji…
- Postaram się to zmienic… - oczy chłopaka były szerokie jak pięciozłotówki.
Byliśmy jak dwa dzikie zwierzęta, które własnie wypuszczono na wolność.
Niegsys znaliśmy tylko obszar naszej klatki, wiedzieliśmy jak ją zbudowano, z czego jest… Ale teraz musieliśmy poznac cały swiat. Wszystko było nowe i niepowtarzalne. Im dalej się szło, tym wieksza ciekawośc i strach nas ogarniał. Brnęliśmy w tym buszy pragnąc dotrzec do konca. Pragnąc poznać ten swiat, by każde drzewko, każda roslinka, a nawet kazde obło trawy było zapamiętane i znane po wieki wieków.
-Patrycja nie zrozum mnie xle, ale… - w pewnej chwili Bill urwał. Cos go hamowało… -Mów… - szepnęłam.
-Wiesz co sprawiało największy ból? Ja to rozumiałem i chciałem ci pomóc, wesprzeć, ale straciłem cierpliwość… -Ale o co chodzi?
-O tą twoja bariere… Wiem, że miałas podstawy ja swtorzyc, ale nadal nie pojmuje, czemu tak trudno akceptowałaś, że ja już kochałem?!
-Bo ja jeszcze nigdy nie kochałam… Uważałam cie na idealnego. Alke po obejrzeniu filmu z Jasmin olśniło mnie. Jestes chłopakiem, pożądasz… I wtedy obrazek jaki malowałam przed miesiące został wyrzucony do śmietnika.
Jak pomyślałam, że twoje usta całowały inne dziewczyny, jak ty je dotykałes… to… - moje gardło w tej chwili ścisnęło się. To nadal we mnie jest.
-…to nie potrafiłam nawet na ciebie spojrzeć, a co dopiero pocałować… -Aaaha… - odetchnął chłopak z lekkim zawiedzeniem.
-Bill, to nie to, że się brzydziłam, ale byłam… jakby to powiedziec zazdrosna… One były kiedys dla ciebie, takie jak ja jestem teraz. Też kochałeś je tak bardzo, tez się z nimi kłóciłeś i godziłeś… A dla mnie to wszystko jest nowe. Ja poznaje to uczucie zwane miłością, a seks… W ogóle odpada. Bo się boje… A czasem nachodzą mnie mysli, że ty tego oczekujesz, bo tamte dziewczyny ci to dawały…… - spuściłam głowe po sobie.
-Patrycja… Seks nie jest najważniejszy! Nie powiem, liczy się, ale miłość, uczucie i kontakt maja wieksza wartość. Jezli już chcielibyśmy wejść na wyższy poziom naszego związku ustalimy to. Razem, wspólnie, porozmawiamy.
Bo teraz, już zdaje sobie sprawe, że ty się dopiero uczysz… Uśmiechnęłam się delikatnie. Już przeczytałam wstep, teraz należy zacząc pierwszy rozdział… Długa lektura mnie czeka.
-Czy… Ja naprawdę jestem taka straszna egoistka? – wypaliłam. Zadałam pytanie, które już od dawna chodzi po mej głowie.
-Nie powiem nie… Ale tez nie powiem tak. Przepłakałem kilka nocy, a gdy rano wstawałem z zapuchniętymi oczyma i worami jak stąd do Berlina powtarzałem sobie „kocham cie, robie to tylko dla ciebie”. I wszystko cichło, wracało do normy… -A dlaczego mi nigdy nie powiedziałeś, co cie boli?! Zareagowałabym… -Tak? Próbowałem, ale ty nie słuchałaś… Słyszałaś, ale nie słuchałaś… Dawałem znaki, delikatnie chciałem to wytłumaczyc, ale ty byłaś zajeta soba.
To był dla mnie cios.
-Do cholery, masz jezyk, trzeba było mówic! – wrzasnęłam. Znów poniosły mnie nerwy, nie wytrzymałam tej presji i spokoju. Burza na oceanie była nie unikniona… -Ty tez masz jezyk, mogłaś zapytać! – twarz chłopaka przybrała wszytkie odcienie czerwieni z tej zości. Wkurzył się jak jeszcze nigdy. Krew poczęła szybciej płynąc, serce waliło jak ogłupiałe.
-Miałam pytać?! To ty mówić nie umiesz! Po jaka cholere komplikujesz nam Zycie i zgrywasz zamkniętego w sobie, co?! – wściekle rzuciłam i kopnęłam w drzwi, aby się rozładowac. Fale szlały, oba lodowce zderzyły się, spierały, który jest silniejszy. Rywalizowały miedzy soba. Bo oba chciały rzadzić.
-WIESZ!? NIKT NIGDY NIE PYTAŁ, A JA NIGDY NIE MÓWIŁEM! – Ciemnowłosy tak się wydarł, że kosmici by go usłyszeli.
-PRZYBIERAŁEM MASKE! – Lustro rozgryzło się na tysiące swiecacych się w słoncu kawałeczków. To chłopak nie opanował się, a jego pieść wyzyła się na lusterku. Wystraszyłam się. Poczułam znajome uczucie strachu przed Bilem… Gdy pobił Filipa czułam to samo… Ta nienawiść w jego oczach… Przylgnęłam do sciany i nie smiałam się odezwac.
-ZA USMIECHEM KRYŁEM BÓL! ZA ZARTEM KRZYK O POMOC! A ZA ŚMIECHEM PŁACZ!
DUSIŁEM TO W SOBIE! – Kaulitz wrzeszczał na wszytkie strony. Jednym ruchem reki zrzucił na ziemie wszystko co stało na pułeczce nad zlewem. Głosny huk stłumił mój krzyk.
-DO TEGO DOSZEDŁ WSTRET DO SAMEGO SIEBIE! ZACZAŁEM KARIERE, BYŁEM SZCZĘŚLIWY, ALE POTEM?! – Kaulitz z całej siły rzucił swoim telefonem o sciane. Plastikowa obudowa rozleciała się na części, a ekran pekł w drobny mak. Drzałam na całym ciele… Zwiedzałam ten nieznany busz, ale nie myślałam, że na swej drodze spotkam dzikiego zwierza.
-BAWILI SIĘ MNA JAK LALKA! PRZEBIERALI, MALOWALI, USTAWIALI, A JA SIĘ NA TO GODZIŁEM! – Ta scena, ten Bill był zupełnym przeciwieństwem Billa jakiego znałam. Tamten Bill był opanowany, nie krzyczał, tamten Bill nie rozwalał wszystkiego co miał pod reka! Cholernie bałam się nowego Billa… Oparłam się o drzwi, nastepnie złapałam za klamke i z cichym płaczem szarpałam za nią.
Nikt nie przyszedł, nikt nie otworzył, byłam zupełnie sama… -CZUŁEM SIĘ JAK SZMATA DO WYCIERANIA PODŁÓG I ZARABIANIA PIENIEDZY – kontynuował chłopak – NIENAWIDZIŁEM ŚWIATA, LUDZI I SIEBIE!! – Bliźniak tak mocno otworzył drzwiczki od szfi, że wypadły z zawiasów. Ozdobne szkiełka, które były w nich wbudowane, rozpadły się i pomieszały z kawałkami lustra.
Czułam własne serce w gardle. Ww uszach miałam krzyk i jego bicie. Wrecz czekałam tylko na to, aż Bill mnie uderzy..
Ale on tego nie zrobił. Łzy poczeły płynąć. Jego oczy płoneły, były czerwone… Z trudem łapał powietrze i chlipał coraz głosniej.
-NAWET CHCIAŁEM SIĘ ZABIC! ALE PRZEZYŁEM I ZOSTAŁO MI TYLKO TO!!! – To był cios poniżej pasa… Chłopak podwinał rekaw i pokazał mi nadgarstek. Kilka czerwono fioletowych blizn na nim widniało… -I NIKT NIGDY NIE ZAUWAZYŁ!! - Teraz Bill uderzył pięściś w sciane. Do mnie w ogole nie dochodziło, co tu się dzieje… Nie mogłam powiązać faktu z faktem… Nic mi się nie układało… -Nikt… - załkał chłopak i upadł na kolana.
Szkło wbiło się w jego spodnie, ale on zdawał się tego nie zauważac. Tak bardzo płakał i był wstrząśnięty, że zwymiotował na ziemie. Jego piastka bezradnie uderzyła w płytki… Drobinki lustra sprawiły, że malutkie strumyczki krwii popłynęły.
-Nikt… - powtórzył Bill i ponownie zwymiotował. Nie mógł oddychac, dusił się sobą i własnymi emocjami. Zakrwawiona reka złapał się za gardło, odkaszlnął dwa razy i skomlał na ziemi lejąc łzy. Brakowało mu tchu, Bill się po prostu dusił! Spanikowałam, ale wiadomości, które właśnie usłyszałam, nie pozwoliły działac… Bliźniak po raz kolejny wpuścił troche drżącego powietrza do płuch i zerknął na mnie z dołu. Wygladał jak skazaniec, idący na śmierć. W jego oczach tliła się tylko śmierć! Jakby własnie tego pragnął najbardziej na świecie! Pot spływał mu z czoła łącząc się ze łzami, był strasznie czerwony na twarzy. Wszystkie zyły wyszły na wierzch i pulsowały. Jego ciało dygotało, niczym liść na wietrze. Kazda cześć ciała trzesła się, miotana emocjami. Czarne kulki w oczach wolały o pomoc. Rozpaczliwie błagały, aby ktoś zlitował się nad tym nędzarzem. Kaulitz można porównac do kopniętego psa, który czeka, aż jego właściciel się zlituje i pozwoli mu wejść do domu, gdy na dworze pada. Cyż nie odrażający obraz?
-Przytul mnie… - prawie niedosłyszalny szept wyszedł z wykrzywionych z bólu ust Billa.
Teraz rozpoczęła się walka. Właśnie dowiedziałam się, że chłopak chciał się zabić.. Własnie wrzeszczał, i psuł co tylko mógł… Poziom przerażenia sięgnął zenitu, lecz… poziom miłości przewyszłam go kilkakrotnie. Choć raz nie będę myśleć o sobie, a zajme się tym, który potrzebuje… Klęknęłam obok chłopaka i wzięłam go w ramiona… Czułam jak oddycha, jak coraz łatwoej nabrać mu powietrza do płuc.
Oddychałam razem z nim. Uspokajał się… Głaskałam jego czarne, zmierzwione włosy i ocierałam policzek o policzek. Moje usta zostawiały slad na nosie, na czole Billa. A on… Chował się we mnie. Uciekał przed tym swiatem, a schroninie znalazł w moich objęciach. Miłośc po raz kolejny zatriumfowała… -Ja nie chce być sam… - skamlał Bill.
-Nie jesteś… - powoli i delikatnie przyciągnęłam chłopaka do siebie.
Klęczałam pod ściana. Jego głowę położyłam na swoich kolanach. Nadal miał drgawki jak na mrozie… -Kocham cie, Patrycja, wybacz mi… - Kaulitz był strasznie nerwowy, po kilka razy powtarzal to samo zdanie. Znów nie mógł złapac powietrza… -Ćśśś… - przyłożyłam mu palec do ust – kochanie, spokojnie, wszystko będzie dobrze… - szeptałam mu do ucha, co jakiś czas całując policzek. Jedna reką gładziłam jego twarz, zas drugą siędznełam do zlewu, puściłam zimną wodę i obmyłam skronie chłopaka.
Nagle jego zakrwawiona ręka wzbiła się ku górze i zataczała kółka, jak zagubiony ptak, szukający domu. Odruchowo złapałam ją i przycisnęłam do serca.
-Będzie dobrze… Leż spokojnie… - Oddech był już równy, drżenie prawie było niewyczuwalne, serce powróciło do starego rytmu, rozbiegane oczy wbiły się w jeden punkt, łzy przestały cieknąć… -Już dobrze – nadal szeptałam – jestem tu, już dobrze… - powtarzałam się po kilka razy… Bliźniak wciąż sprawdzał czy jetem, czy mu nie uciekłam, co kilka chwil ściskał moją dłoń, a druga ręka dotykał mej twarzy… Ale ja byłam, trwałam… Tak długo, póki Bill nie zasnał…
„Miłosc jest zawsze cierpliwa i uprzejma. Nigdy zazdrosna. Miłość nigdy się nie chełpi i jest jest zarozumiała. Ani niegrzeczna, ani nie samolubna. Ona aise nie obraza i nie jest pełna urazy. Miłość jie czerpie przyjemności z bgrzechów innych ludzi…. Ale rozkoszuję się prawda. Jest zawsze gotowa na wybaczenie, zaufanie, nadzieje… I na przetrwanie… Cokolwiek się stanie… (Szkola Uczuć)”
-Cześc kochanie… - szepnał Bill w pewnej chwili.
-Cześc… - odpowiedziałam i przymknęłam powieki. Przez całą noc, gdy czuwałam, wczorajsza scena tkwiła mi przed oczyma… -Chcesz o coś zapytac..? – chłopak wiedział, że mam ma teraz miliony pytań.
Wiedział, że czeka go teraz kazanie, że teraz usłyszy pretensje i „dlaczego..!?”. Był świadomy, że straci zaufanie, że już mu nie uwierzę… A jednak mały płomyk nadzieji płonał… Wierzył, że zrozumim… Pokiwałam twierdząco głową.
Bill przygotował się na pierwsza salwe krzyku.
-Dlaczego… - zaczełam – mówisz mi to teraz?
Sama nie wiedziałam o co pytac. Cały mój swiat runał. Oblicze Billa, które budowałam przez te kilka miesięc przestało istniec. Poniekąd winiłam się za to wszystko… Że nie pytałam… Ale z drugiej strony, kochał mnie… Czemu tak późno dowiaduje się o tak strasznej rzeczy…?
-Bo musiałem z siebie to zrzucic… Nasze ostatnie rozstanie przywróciło te wspomnienia… Ta odraza do samego siebie która powróciła, przypomniała mi tamten czyn… -Opowiedz mi… - wtuliłam się w koszulek chłopaka. Poczułam jak odetchnął pełną piersia. Nadal nie mogłam uwierzyc… Miałam wraznienie jakby wszystko uciekało mi z rąk. Całe moje Zycie stało się jak woda i rozlewało się we wszystkie strony. Nic nie mogłam zebrać do kupy… Bo gdyz jednej srony udało mi się zatamowac potok, z drugiej tworzył się kolejny malutki strumyczek… Nie panowałam nad tym.
-Dasz rade…? – spytałam po chwili namysłu.
-Z toba zawsze… - powiedział ciemnowłosy i zaczał opowiadac… -To był dzien po powrocie z trasy koncertowej… Jak zwykle nawet nie mogliśmy pogadac z mamą, bo fani by nas zjedli… Tom i reszta gdzies się rozpłynęli, a ja zostałem sam w busie… Nawet nie pamiętam na co czekałem… Poczułam, że to jest ta chwila, ten jest ten dzień, aby uwolnić się z łańcuchów sławy… Poszedłem na nasza polanke… Zrobiłem to… - głos Billa załamał się, prawie nie był w stanie mówić, a jednak chciał. Oderwałam się od niego i pogłaskałam po twarzy. Palcami delikatnie rozczesałam czarne, poplatanie włosy i szepnęłam:
-Jak nie chcesz, nie mów…
-Powiem… Ale proszę, nie gniewaj się, proszę… Ja nie chciałem tego ukryć, ale nie widziałem innego wyjścia… Proszę, nie miej pretensji… - chyba pierwszy raz w zyciu z twarzy i oczu ciemnowłosego, można było odczytac wszystko. Była to dla mnie poważna zmiana… Nie powiem, jakiś żal we mnie był. Cos tam mnie dźgało sprawiając ból… Lecz stwierdziłam, że Bill już wystarczająco przeszedł. Że nie potrzeba mu kolejnych kłótni, kolejnych wymagan, kolejnych pretensji… Kocham go. Wiem, że nie jest mu łatwo.
Wysłucham go, chce aby mu ulzyło… A potem, pomoge w zapomnieniu… -Kochanie, mówisz albo nie – mimo moich postanowień, zawiedzione zaufanie sprawiło, że stałam się troche zimna. Ale więcej nie pozwole sobie na taką obojętność… Bill mnie potrzebuje. Musze cały gniew i rozczarowanie odłożyć na bok. Bill chce pomocy… -Mówie… I zrobiłem to… Wdziałem żyletkę i… podciąłem sobie zyły. Bynajmniej tak mi się zdawało… Ból wtedy nie istniaj… Całe Zycie stanęło mi przed oczyma… Ale ja już w nim sensu nie widziałem… - bliźniak wzdrygnął się.
Prawie w ogóle nie mrugał oczyma. Wciąż patrzył na mnie, jakby się bał, że gdy zamknie oczy ja znikne, a zobaczy tylko krew….
-Zemdlałem… I już myślałem, że to koniec… Lecz jednak za słabo się pociąłem… Nie wiem co mnie wtedy zahamowało… Ale obudziłem się… Było już ciemno… Moje rece leżały w małych kałuzach skrzepniętej krwii… Już wtedy wiedziałem, że jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby się zabic… Umyłem rece w jeziorze, szramy zasłoniłem pieszczochem i poszedłem… - świszczace powietrze wyszły z ust chłopaka.
Wtuliłam siez Kaulitz powstrzymując płacz. Musze być teraz silna… -Teraz wiem… Wtedy przezyłem, by spotkać ciebie… Nie byłam w stanie nic zrobić i powiedziec. Próbowałam sobie to wszystko wyobrazic, ale… Ogarniał mnie strach… Walczyłam ze sama soba… To było jak koszmar… Tak po prostu, pociął się i poszedł… Ani bee, ani mee, nikomu ani słowa! Nie wierzyłam, że to naprawdę się dzieje. Chciałam się już obudzić i wiedzieć, że nic się nie stało…! Ale to nie był sen, to było Zycie… Nagle, zrodził się we mnie pewnego rodzaju podziw dla Billa. Tak długo był z tym sam, musiał samodzielnie, codziennie patrzec swoim leką w oczy. Nikt mu nie pomógł, nikt nie był obok, nie przytulił w trudnej chwili… Zakaszlałam, już nie umiałam chować emocji… Drżałam na całym ciele, dusiłam łzy w smutku i przerażeniu.
-Płacz, Pati, płacz… - usłyszałam miekki głos. Nie wytrzymałam i malutkie kropeli, poczeły strumykami spływac po mej twarzy… Chciało mi się krzyczec od srodka… Gorzko zapłakałam i zaciągnęłam pełne płuca powietrza… -Jestem tu… - szepnał Bill. Po tych zwierzeniach poczuł ulge. Te wspomnienie które się tliło, przypalając mu dusze już prawie wygasło. Mógł z czystym sumieniem, zapomniec… Mysl, że nie jest z tym sam przyprawiała go o skrzydła. Nagle nabrał energii i checi zycia. Pzielił się z kims swoim odwiecznym sekretem i sotał to czego chciał. Wsparcie…. Jedynie tego pragnął z całej duszy… Chłopak spojrzał na mnie z wielka podzieka. To było teraz dla niego najważniejsze. Nareszcie znalazł się tkoś, kto jest przy nim, kto wyciąga do niego pomocna dłon… Opanowałam płacz na tyle ile mogłam, lecz łezki nadal wyciekały… -Dziekuje – znów usłyszałam – nawet nie wiesz jak bardzo… -Teraz… - zaczęłam wolniej oddcyhac, powoli uspakajałam nerwy, myśli, uczucia – musisz zapomniec… - dokończyłam.
-Dziekuje…. Dziekuje…. – usłyszałam znjamomy szept w odpowiedzi.
Usnełam w ramionach Billa. I nawet nie poczułam, gdy chłopak wstał. Czekała go jeszcze jedna poważna rozmowa. Przecież Tom, nadal ma metlik w głowie… Zszedł po schodach na dól. Przywitały do trzy pary przerażonych oczu-Megi, Iza i Rasel. Spuścił głowe… -Och Bill… - Izabell podbiegła do niego i uwiesila się na jego szyi.
-Gdzie Tom? – spytał Kaulitz.
-Poszedł… Nie wiem gdzie… - odparła Meg.
Bliźniak kiwnął głową i wyszedł poszukać brata. Niedaleko zaszedł. Trzysta metrów od domu, pod drzewem stal Tom. Gdy ujrzał Billa spojrzał w błękitne niebo… -Tom… - szepnął Bill – słyszałeś co wczoraj mówiłem?
-Słyszałem… - Tom nawet się nie odwrócił. Stał do brata tyłem i udawał, że zainteresowały go latajace ptaki.
Bliźniacy stali tak w ciszy. Bill bał się co powie brat. Znał go najlepiej na świecie, ale teraz wszystko nabrało innych barw. Wczoraj wyjawił innym swój największy sekret. Wiedział, że to kiedyś nastapi, ale jak na razie ból tamtych dni był zbyt duzy. Gardło mu ściskało, gdy wyobrażał sobie… Tak, tamten dzień, tamta chwile… Nie umiał o tym swobodnie rozmawiac, nie potrafił znaleźć słów by to opisac. Opowiedział to Patrycji, ale na kolejne zwierzenie go nie stac… Tamto wspomnienie spało w nim, głęboko ukryte i zamazane, a jednak tliło się słabo i czekało na podmuch wiatru, by rozpalić się żywym ogniem i na nowo sprawić ból.
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś? – padło suche pytanie.
-Bo nie umiałem…
-Bill, dajesz mi do zrozumienia, że mi nie ufasz. To i ja nie mogę tobie ufać… Jestem gówno wart, bo nie umiem wyczuć kiedy cos ukrywasz… -Tom, jesteśmy braćmi… -Nie jesteśmy braćmi! – Kaulitz podniósł ton głosu – jesteśmy czymś wiecej… Jesteśmy przyjaciółmi… Ciemnowłosy wstrzymał oddech. Jego brat miał racje. Sa przyjaciółmi… A przyjaciołom się ufa i mówi wszystko. A Bill tego nie zrobił… Ukrywał tamte wspomnienia pragnąc o nich zapomniec… -Dlaczego!? – głos Toma drżał, dało się w nim słyszec wyrzut.
-Pierwszy raz w zyciu musiałem to powiedziec… Aby to powiedziec, trzeba to sobie wyobrazić, a jak sobie to wyobrażam to… czuje to co wtedy… Ale nie tylko emocje. Czuje krew która płynęła, czuje chłód jaki mnie ogarniał… Nagle Dredziasz odwrócił się. Ww oczach miał łzy. W jego wnętrzu szalała burza. Kochał brata najbardziej na świecie, ale żal jaki powstał i złośc była nie do zniesienia. Ten ból zabijał go… Żył w błogim przekonaniu że wszyscy są szcześliwi! Był pewnien, że zespół, koncerty… to było ich spełnienie marzeń! Jak mógł nie zauważyć, że Bill ma dośc?! Jak mógł to przeoczyć?! Jak mógł dopuścic do tego, że jego brat chciał…… -Boże Bill… Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! Dlaczego tego wczesniej nie zrobiłes?!
Młodszy Kaulitz był bezradny… Już nie umiał się bronić. Już nie chciał… Ciągle rozprawianie na ten temat parzyło go. Miał dosc analizowania „co by było gdyby…”. Nie zrobił tego i już! Bał się… Bał się własnie takiej reakcji. Zamiast zrozumienia i wsparcia dostał pretensje i złosć. Nie łatwo mu było o tym mówic… Każde słowo które wypowiadał było jak ostry nóz który dziurawił serce. Miał nadzieje, że gdy wyrzuci z siebie to zło, będzie mógł po prostu zapomnieć. Ale Tom odbierał mu tą szansę… Cisnał go, drążył temat…Nie pomysli, że jemu tez jest trudno!! On rozumie ten ból i żal jego przyjaciół… Ale powiedział im o tym zajsciu, bo oczekiwał, że tak bliscy mu ludzie wyciągną do niego pomocną dłon, że pomoga mu wykasować te wspomnienia z pamieci… Czuł się z tym sam. Jakby wszyscy go opuścili… Zwierzył się Patrycji… Nie chciał czuc tego ciężaru…. Ona jako jedyna go wysłuchała, nie krzyczała… Przy niej czuł, że potrafi… Ona napędzała go, w jej oczach jest takie cos, co sprawia, że umie przenosic góry… Chciał porozmawiać z Tomem, ale teraz? Jest jeszcze gorzej… Nie miał sił...
Chłopak upadł na kolana… Kolejna łza pogłaskała jego policzek.
-Zrozum mnie…
-Próbuje od wczoraj i nie umiem..! – wrzasnął Tom i kleknął przy bracie.
-Jako brat i przyjaciel… Proszę, o wsparcie i zrozumienie… - Bill załkał i uderzyl pięścią w ziemie. Podniósł roztrzęsione czekoladowe oczy i zajrzał w tęczówki brata. Miłość i nienawiść w nich walczyła. Chłopak miał straszny dylemat. Musiał teraz zdecydowac… Czy da bratu druga szansę… Jasnowłosy już sam się w tym pogubil… Nie wiedział co myśleć, co czuc… Zastanawiał się, co jeszcze ukrywa Bill, czym jeszcze go zaskoczy w przyszłości…! Kiedy wbije kolejny nóz w to co pozostało… Serce zawołało, zrobił tak jak kazało.
Wziął Billa w objecia i przytulił z całej siły. Ciemnowłosy mocniej zapłakał w jego ramionach i skrył twarz w barku Toma.
-Rozumiem….- szepnał Tom i zamrugał szybko oczyma, aby łzy nie uciekły.
I trwali tak bracia w uścisku zrozumienia. Obojgu nie było łatwo. Oba ich swiaty runęły, a przynajmniej gwałtownie się zachwiały. Jednak to co ich łaczy jest zbyt silne. Sa braćmi, są przyjaciółmi… -Bill… - zaczał Tom, ale głos mu zadrżał. Podniósł głowę i znów spojrzał w identyczne, a zarezm zupełnie inne oczy brata… -Kiedy to było… Proszę, powiedz mi, kiedy… - urwał i wstrzymał całe powietrze które miał w płucach.
Bill mocno zacisnął powieki i szepnał:
-Dziewczyny poznaliśmy gdzieś w lutym… To było po naszych urodzinach… Akurat jak nasza kariera się najlepiej rozwijała… - powiedział chłopak zduszonym i ledwo dosłyszalnym głosem.
Pytanie „DLACZEGO?!” znów cisnęło się na usta Toma. Wrecz nie mógł go powstrzymać. Wyrzut i żal do Billa… Złość, że tak długo to ukrywał.
-Bracie… Nastepnym razem…
-Wiem – usłyszał twarda odpowiedź – dostałem nauczke… Lekkie zakłopotanie wstapiło w wzrok starszego Kaulitza.
-To wszystko co się teraz dzieje, to co się będzie działo… To jak was zawiodłem… Ta głupota i ta cała szopka z ukrywaniem nie były warte tego… -Nastepnym razem – powtórzył Dredziarz – przyjdź do mnie. Nie wazne, czy to jest problem z dobraniem paska do spodni, czy problem… Innej wagi… Bill, ja tez po to jestem! Pamiętaj o tym, proszę, pamiętaj… -Nie zapomne, już nie… - chłopak ponownie skrył się w ramionach Toma. A ten, chociaz bardzo się starał i chciał być silny zapłakał cihco, jak małe dziecko, ale nie powstrzymywał tego. Płakał razem z bratem…
c.d.n.
Zuzanna Ledworowska – zozol@znalezione.pl