CZĘŚĆ SZÓSTA
I tak minął kolejny miesiąc…
Maj…
Piękny miesiąc! Przyroda kwitnie. Kwiaty, pola, łąki… Cudownie!! :-)
Wstałam w
sobotni poranek. Na biurku leżała koperta. Zdałam sobie sprawę,
że jest
to list od jury plastycznego konkursu. Pisali, że… WYGRAŁAM!!!!!!!
EXTRA!
Zbiegłam
na dół i zaczęłam wrzeszczeć
-Ja
wygrałam! Nagroda! Super! Bill i Tom i ja! Jezu! Jupi!!
-Pati! O co chodzi? – Iza widocznie nic nie zrozumiała z
moich wyjaśnień
-No jak
to? Konkurs plastyczny! Wygrałam! Dostanę główną nagrodę!!
-Gratulacje!
A co jest główną nagrodą, bo zapomniałam? – zapytała Megi
-Wiecie!
Nagrodą jest spotkanie z malowanymi gwiazdami. W moim przypadku
jest to
Bill i Tom! – tłumaczyłam już trochę spokojniej
-Aaaaa…. No tak! Już sobie przypominam! – Izi dostąpiła olśnienia
-Cool!! – dodała Margaret
Przeczytałam
list jeszcze raz. Pisali, że spotkanie z artystami odbędzie
się tak:
Jutro (w
niedzielę) przyjedzie po mnie samochód służbowy. Następnie
zawiezie
mnie do hotelu, w którym mam spotkać Kaulitzów. Po meetingu auto
znów
odwiezie mnie do domu. Aha… Samochód będzie o 9 rano.. No i to
wszycho. :-)
Fajnie!
Po
szybkim śniadaniu zadzwoniłam do Billa. Oznajmiłam, że przyjdę z
dziewczynami
za chwilę. Następnie poszłyśmy. Zadzwoniłyśmy do drzwi i…
-Cześć! –
otworzył nam Tom
-Hejka! – odparłam, a Tom podszedł do Izki
i ucałował…
Weszłyśmy
do środka.
-Gdzie
Bill? – zapytałam po zdjęciu kurtki
-Bill… A,
on… Ten tego… Zaraz przyjdzie… - mop wyraźnie coś
kręcił… :-)
-No
powiedz! – prosiła Izi
-Nie
mogę. Zaraz przyjdzie…
Megi i Izka usiadły na kanapie. Ja zajęłam miejsce na fotelu. Tom
poszedł
po coś do
picia. Gdy wrócił Billa nadal nie było. Ciekawe….. :-)
Siedzieliśmy,
sączyliśmy colę i gadaliśmy. W pewnej chwili do pokoju wszedł
Bill.
-Cze!
Gdzieś ty się szlajał? – zapytałam i cmoknęłam go w policzek
-A
nigdzie. Musiałem coś załatwić. A co?
-A to! –
powiedziałam i zaczęłam wymachiwać listem przed nosem Billa
-Co to? –
spytał Tom i wziął kopertę odemnie
Przeczytał
i podał Billowi.
-Świetnie!
My jeszcze nie wiemy…
Billli także
przeczytał i rzucił
-No! Ja
to wiedziałem!
-Mamy
jasnowidza w domu. – Tom brechał się z brata
-Jasnowidza
od 7 boleści! – dodał
Zabrzmiał
telefon Billa. Ten odebrał.
-Tak.
Aha… Wiem, wiem… Jutro? Okey. Tak. Nie, nie znam…
Aha… Oczywiście. Do
zobaczyska!
-Kto to?
– zapytał wścibski glut :-)
-A nasz
menager. Powiedział mi o tym konkursie. Pytam czy znamy
zwyciężczynie.
Ja
skłamałem i powiedziałem, że nie…
-Heh :-) Czyli jutro mam udawać, że cię nie znam? Mam grać
szaloną fankę??
–
zapytałam uśmiechając się
-Na to
wygląda… - odpowiedział Bill
-Pati, tylko weź autograf! – rzuciła Meg
Wszyscy
śmialiśmy się. Po kilku minutach, młodszy bliźniak (Bill) ulotnił
się z
pokoju. Co tu jest grane?
Wrócił i
trzymał coś za plecami.
-Co to? –
zapytała ciekawska Izabela
-A coś
tam…
-Poka! – krzyknęła Meg
-Dobra. Patrzta! – odpowiedział Bill i zza pleców wyciągnął małą,
czarną
kulkę.
-Kot?!
-Kot. Blaki dokładniej.
-Jaki
śliczny!
-Piękny!
-Słodziutki!
-Podobny
do Toma!
Dziewuchy
ze mną na czele rzuciły się na kiciusia i zaczęły go pieścić.
-Do
Toma…. Heh….- uśmiechnął się Kaulitz
-On się
powinien Sweety nazywać. Jaką on ma mordkę!! – Izka komentowała
wygląd
kotka.
-On jest
wasz. – oznajmił mop
-Nasz? –
zapytała z niedowierzaniem Megi
-Aha… A
co?
-Nic.
SUPER!
-No. Dzianks. – Izi wyszczerzyła się i
cmoknęła Toma
-Ja chcę
jeszcze raz! – krzyknął glutek
-Co za
dużo, to nie zdrowo! – odparłam na odzew Toma
Rechotaliśmy
się.
-Idziemy
do góry? – zaproponował Tom
-Jasne. –
rzuciłam i poszliśmy
W pokoju
Billa usiedliśmy na łóżku.
-Wiecie,
muszę do klopa. – oznajmił Tom
-Mmmm…
Tom. Normalnie wyznania Gejszy! Musiałeś się dzielić tą informacją?
– Megi żartowała sobie z sędzi dred
-Ha, ha!
Śmieszne! – odparł Tom i wyszedł
-No. A ja
idę na dół sprawdzić, czy Bleki nic nie narobił i
przy okazji
przyniosę
cósik do pitka. – dodał Bill i także wyszedł
-Oki.
Bliźniacy
poszli, a my siedziałyśmy na łóżku. Wtem zadzwonił telefon Billa.
Dryn, dryn…
-Patrycja,
odbierz, bo dostanę szału od tego dzwonka! – powiedziała Iza
-Ale, ja
nie mogę!
-To
chociaż sprawdź kto dzwoni. – zaproponowała Megi
-No
dobra… - zgodziłam się i spojrzałam w wyświetlacz
Pisało
tak: ,,George,,
-George dzwoni.
-To ten
co odszedł z zespołu? – zapytała Izi
-Aha…
-Ciekawe
co chce od Billa…
-Pati, odbierz! – poprosiła Meg
-No
dobra. – odparłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę
-Tak? – zaptałam
-Bill? –
usłyszałam głos Georga w słuchawce
-Tak. -
Skłamałam i zniżyłam ton głosu.
-Chory?
Jakoś tak dziwnie mówisz.
-No… Mam
kaszel…
-Wiesz
brachu… Brakuje mi naszych koncertów i tak dalej…
-I?
-I wiesz,
ta ku*** mnie rzuciła… - opowiadał Goe, a mną
wstrząsnęło, jakich
on słów
używa…
-Tak? –
słuchałam dalej
-I czy
byśmy nie mogli reaktywować Tokio Hotel? Dzwoniłem już do Gucia. On
się
zgodził…
-Super!
-No to
jak? Zgoda? I przepraszam za to, że cię obraziłem wtedy…
-Nie, ma
za co… Ja ciebie też przepraszam… - kłamałam jak najęta
-To kiedy
się spotkamy? Słyszałem, że masz dziewczynę? Heh :-)
-No,
Patrycję. Taką miłą, zgrabną, inteligentną dziewuchę…
-Co?
Kolejna fanka do przelecenia?
-Że co?
Nie! Ja ją kocham! – oburzyłam się
-Dobra,
dobra… To może spotkajmy się w poniedziałek po szkole… U mnie… Ok.?
-Cool! To cześć – pożegnałam się
-Hej!
Zdążyłam
odłożyć telefon i do pokoju wszedł Bill.
-I jak?
Nie nudziłyście się?
Ja, Meg i Izi się uśmiechnęłyśmy i
zgodnie odpowiedziałyśmy
-NIE!
Później
wrócił Tom. Pogadaliśmy trochę, wzięłyśmy Blakiego i
wróciłyśmy do
domu. Nie
pisnęłam ani słówka o rozmowie z Goergem.. Ups….
W domu:
-Pati! Umówiłaś się z Georgem i
nic nie powiedziałaś chłopakom! – Megi
sprowadziła
mnie na ziemię
-Ale, co
powie Bill, jak mu powiem, że odebrałam jego telefon?!
-Nie
wiem, ale musisz mu powiedzieć. Przecież już się umówiłaś! – Teraz
beształa
mnie Iza
-A ty?
Też kłamałaś! – odcięłam
-Pati. Daj spokój. Nie chcę się kłócić, ale musisz
powiedzieć Billowi. On
nic nie
wie!
-Oki,
Oki… Zaraz zadzwonię….- łaskawie się zgodziłam
Wzięłam
telefon i wyklinałam numer do chłopaka.
-Tak
kochanie?
-Bill… Bo
dzisiaj…
-Co
dzisiaj?
-Jak
poszedłeś po picie, to dzwonił twój telefon… i ja odebrałam…
-Tak? –
Bill mówił nadal łagodnie, tak jakby wiedział o wszystkim
-I
dzwonił Georgie… i udawałam ciebie, gadałam z nim, i się z nim
pogodziłam…
-I co
dalej? – już powoli zaczął mnie denerwować ten spokój Billa
-I
umówiłam się z nim na poniedziałek.
-To
dobrze.
-Aha… I
jeszcze w twoim imieniu zgodziłam się reaktywować Tokio Hotel…
-Cool! To wszystko? Jak tam Blaki?
– Bill nadal był jakiś taki spokojny
-Billuś, nie jesteś zły na mnie? Że ja tak… Się rządziłam…
-Nie.
Wiesz, ja całą tą rozmowę podsłuchałem. I też słyszałem to jak
rozmawiałaś
z dziewczynami. Tylko byłem ciekawy, kiedy mi to powiesz…
-Och ty…
Wiesz jak ja się bałam!
-Wiem…
Ale i tak cię kocham! Pa Do jutra
-Bill,
czekaj jeszcze jedno…
-Co
takiego?
-Bo jutro
mam się z wami spotkać. I ja naprawdę mam udawać, że cię nie znam
itd. Mam
być fanką? Mam prosić o autograf… Coś w tym stylu?
-Jak
chcesz. Będzie zabawnie! Ja też będę udawał, że widzę cię 1 raz na
oczy. Okey?
-Spox. :-) To pa
-Dobranoc….
Rozłączyłam
się, zdałam dziewczynom raport o rozmowie, ustawiłam tak budzik,
aby wstać rano i…. poszłam spać :-) Niedzielny
dzień będzie fajowy, muszę
się
wyspać… :-)
Następnego dnia w stałam na dźwięk
budzika. Dzisiaj wielki dzień – poznam
Tokio
Hotel! :-)
Dziewuchy
spały w najlepsze. Opuściłam łóżko, ubrałam dżinsy, bluzeczkę
odkrywającą
brzuch, zrobiłam sobie extra fryz i makijaż. Po cichu zeszłam
na dół.
Zjadłam lekkie śniadanko i czekałam na auto. Przypomniało mi się,
że mam
zagrać szaloną fankę, więc poleciałam do pokoju po jakiś notes na
autografy.
Wzięłam też parę zdjątek TH i na kartce napisałam
tak: I love
You!! Heh :-)
Właśnie
usiadłam na kanapie, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam i
otworzyłam.
Oczywiście był to koleś, który miał mnie zawieźć do Hotelu.
Wsiadłam
do wozu i ruszyliśmy! :-)
Dojechaliśmy po pół godziny. Jezu!
Gdzie ten facet mnie wywiózł!? Wyszłam
z
samochodu pełna zdziwienia. Przede mną stał wielgachny hotel! Był bardzo
ładny.
Przed hotelikiem rozpościerał się ogromny ogród pełen róż i innych
kwiotków… :-)
Weszliśmy do środka przez bigi
drzwi. Nic nie wskazywało na to, że jest
tutaj
ktoś żywy oprócz mnie i kierowcy. Pokierowaliśmy się w stronę dużej
Sali. Za
jej drzwiami ujrzałam…. Billa i Toma spokojnie siedzących na
fotelach
i popijających colę. Gdy weszłam wstali. Zauważyłam, że Tom
puszcza
do mnie oko. Zajarzyłam, że jestem wielką fanką i kocham
bliźniaków.
Zaczęła się akcja!
Wybałuszyłam oczyska. Następnie
zaczęłam piszczeć.
-Aaaaaaa!! Tokio Hotel! Kocham was! – darłam się na całego.
Bracia aż
się skrzywili. Ja zaczęłam grzebać w mojej torbie, wyciągnęłam
notes i
podleciałam do Kaulitzów wciąż piszcząc.
Podekscytowanym tonem
(mało
powiedziane) poprosiłam o autografy. Bill wziął długopis i podpisał
się.
Następnie taką samą czynność wykonał Tom. Ja nie wiedziałam co by
zrobiła
fanka w tej chwili… lecz nagle dostałam olśnienia… :-)
Wrzuciłam
notesik do torebki i rzuciłam się na szyję zdziwionego Billa.
-Kocham
cię! – wrzasnęłam mu do ucha.
Chłopak
ściągnął mnie z siebie i powiedział:
-Tak,
tak. Już dobrze. – uśmiechnął się.
-To jak
masz na imię? – zapytał
Ja nie
odpowiadając pocałowałam Billa w policzek, a następnie rzuciłam się
na
drugiego bliźniaka. Toma także obcałowałam po policzkach.
Gdy tylko
skończyłam moje przywitanie, bracia wytarli policzki. Ach, ci
faceci!
:-)
-To może
zaczniemy jeszcze raz. Jak masz na imię? – Powtórzył pytanie Bill
-Patrycja!
-O super.
Ja jestem Bill, a to jest… - chłopak nie dokończył, ponieważ jego
brat był
szybszy:
-Tom.
-Może
usiądźmy? – zaproponował po chwili mop.
-Jasne! –
odparłam posyłając uśmiech numer siedem i trzepocząc rzęsami.
Usiedliśmy.
Chłopaki także całkiem nieźle grali zdziwionych. :-)
Nie
wiedziałam od czego zacząć rozmowę, więc wymyśliłam kolejny show.. :-)
Otworzyłam
torbę, wyciągnęłam zdjęcie chłopaków i kazałam im się na nich
podpisach.
Następnie wyciągnęłam wcześniej przygotowaną kartkę z napisem: I
love You!! I dopisałam takie cóś:
Jesteście tacy przystojni, tacy zabawni,
tacy
seksowni… - KOCHAM WAS!!
Po tej
akcji podniosłam kartkę z napisem i wstałam z fotelu. Bracia
widocznie
nie przeczuwali, co chcę zrobić, ponieważ spojrzeli na, mnie
znaczącym
wzrokiem.
A tak na
marginesie, ochroniarze i jacyś inni ludkowie także
patrzyli na
mnie z
zaciekawieniem. :-)
Podniosłam
mój ,,transparent,, ku górze i zaczęłam biegać po Sali jak
człowiek
pierwotny recytując treść ,,plakatu,,. Wyglądało to komicznie.
Ładna
dziewczyna biegająca po hotelu jak małpa wypuszczona z klatki i
krzycząca,
że kocha dwóch chłopaków. Cała wiara patrzyła na mnie jak na
czubkę. Gdy
skończyłam pokaz i wróciłam na miejsce Bill i Tom z trudem
powstrzymywali
się od napadu histerycznego śmiechu. Po tej ,,pokazówce,,
Tom wstał
i powiedział:
-Czy
moglibyście nas zostawić samych? – to pytanie skierował do ochrony.
-Ale, czy
na pewno?- nieśmiało zapytał goryl, tak jakby obawiał się, że
zjem Kaulitzów
-Na
pewno. – twardo odp. Bill
-Tak
jest.
Bodygardzi wyszli i
zamknęli drzwi. Gdy upewniliśmy się, że jesteśmy sami w pokoju wybuchnęliśmy śmiechem.
Laliliśmy, liliśmy i nie mogliśmy skończyć. Ja śmiejąc się, popłakałam
się
i
rozmazałam makijaż. Musiałam wyglądać ja widmo! :-)
-Ale,
jesteś aktorka! – mówił Tom przez śmiech.
-Niech Megi i Izka żałują, że ich tu nie
ma! – dodał Bill
-Kocham
was, jesteście seksowni… - glut powtarzał moją rolę
-A co! Może nie prawda? – zapytałam gdy już
się TROCHĘ uspokoiłam
-Dobra,
dobra… - Tom próbował opanować śmiech.
-Bo mi
mięśnie brzucha wysiądą…
-To coś
cieniutkie te mięśnie! – skomentowałam
Znów
zaczęliśmy się śmiać. Wyobrażam sobie ochroniarzy stojących pod drzwiami i
słyszących dzikie śmiechy i chichoty… Matko! Co oni sobie pomyślą! :-)
Po
kilkunastu minutach zapytałam:
-I co?
Nadaję się na fankę Tokio Hotel?
-Tak
naprawdę, to jeszcze nie spotkałem takiej, co się rzuciła na mnie i
zaczęła
całować. – opowiadał Bill
-Łeeee… - dodał Tom – ja mam takich napęczki!
-Dobra,
to o czym gadamy? – spytał Bill
-A! Jak
tam Geogr?
-Szpox. Reaktywujemy zespół i za tydzień gramy pierwszy
koncert. – zdał
raport
Tom
-SUPER!
Czyli w następny weekend was nie będzie? – Zapytałam już mniej
szczęśliwa
-No
chyba… - wymijająco odp. Billek
Milczeliśmy
troszku.
-Co
przewidzieliście na dzień dzisiejszy? – Zagaiłam
-A
zobaczysz! – tajemniczo odpowiedział młodszy bliźniak
-Heh :-)
-Wiecie,
ja wam nie będę przeszkadzał. – oznajmił Tom.
-Idę se. Powiem ochroniarzom, że boli mnie brzuch. Miłej zabawy.
– Tom tak
po prostu
wyszedł z Sali. Chciałam go zatrzymać, ale Bill złapał mnie za
rękę i
przyciągnął do siebie.
-To co
robimy?
-Mogę dać
ci buziaka. – zaoferowałam się.
-Oki.
Czekam. – powiedział Bill i nadstawił się
Ja
wstałam z fotela i rzuciłam
-Jak
chcesz buziaka to chodź i sobie weź!
Billi
wstał kręcąc głową. Podszedł do mnie, lecz ja odeszłam. On znów
podjął
próbę złapanie mnie za rękę, lecz ja znowu odsunęłam się.
-Patii!
-No co?
Bill
ruszył biegiem w moją stronę. Ja zaczęłam uciekać. Goniliśmy się po
pokoju.
Między kanapami, fotelami, stołami. Bill zapędził mnie między fotel
a stół.
Miałam taki wybór: albo dać buziaka Billowi, albo wleźć na stół i
uciec.
Wybrałam drugą opcję i wgramoliłam się na stolik.
-I co!
Nie złapiesz mnie! – krzyknęłam zaczepnym tonem
Bliźniak
zaczął krążyć wokół stolika, a ja wyginałam się na meblu i
pokazywałam
język, figę z makię itp.
-Sratatata dupa lata!– wrzasnęłam i podskoczyłam.
Niespodziewanie
drewniane nogi nie wytrzymały mojego ciężaru i stół, razem
ze mnę
zaczął lecieć na ziemię.
-Łaaaaa…. – darłam się.
Bill ma
refleks szachisty:-), ponieważ zdążył mnie złapać. Zamiast na
twardej
posadzce wylądowałam w objęciach Billa.
-Uuuu… Dziankes. Za to, ci się
należy. – oznajmiłam i cmoknęłam Kaulitza w
poliko.
W tej
właśnie chwili do pokoju wszedł goryl.
-Wydawało
mi się, że słyszę krzyk i trzask… - przerwał widząc, że Bill
obejmuje
mnie.
-Uuuuu… Przyszedłem nie w porę? - zapytał lekko zmieszany
-Nie,
nie… - odpowiedział Bill puszczając mnie.
Teraz
ochroniarz zauważył stół z powyłamywanymi nogami ( w skrócie: stół
bez nóg).
-Acha… -
powiedział bez przekonania
-Muszę
niestety powiadomić, że czas spotkania dobiegł końca. Panienko
proszę do
samochodu. – dodał
-Już idę.
– odparłam, po czym syknęłam do Billa
-Dzisiaj
przyjdziemy do was. Zaraz po obiedzie.
Na koniec
znów zapiszczałam i recytując wcześniej wymyślony wierszyk
(przypominam:
Jesteście tacy przystojni, tacy zabawni, tacy seksowni… -
Kocham
was!!) wyszłam z Sali. U drzwi posłałam całusa Billowi.
W drodze
powrotnej cały czas śmiałam się z naszego ,,pierwszego,,
spotkania.
Będę
miała, co opowiadać dziewczynom. Niech słuchają i zazdroszczą. Tak,
nie
ubawiłam się chyba jeszcze nigdy… :-)
W domu:
-Heja! I jak było? – zapytała Megi
u wejścia
-Zajefajnie! Mam angaż na szaloną fankę Tokio Hotel! –
opowiadałam
-Już
widzę co tam się działo! – Izi przewróciła oczyma
Opowiedziałam
dziewczynom ze szczegółami co się działo. Tak się śmiałyśmy,
że Izka musiała skorzystać z klozeta.
Po obiadku wybrałyśmy się do
bliźniaków.
Już u wejścia śmialiśmy się… ;-)
Rozsiedliśmy
się na kanapach.
Pogadaliśmy
trochę o spotkaniu, następnie Tom zaproponował:
-Może w
coś zagramy?
-A w co na
przykład? – spytał Bill.
-Nie
wiem. Może w zadania na pary?- oznajmiła Megi
-Ja będę
sędzią. Oki? – dodała
-No
spoko. Ale jak w to się gra? – zapytał Tom(ek;)
-Tak.
Patii jest z Billem, a ty z Izką. Każdy na kartkach
napisze jakieś
zwałowe
zadanie dla dwóch osób. Dacie mi to. Później będziecie odpowiadać
na
pytania. Jeżeli ktoś nie odpowie musi wykonać jakieś zadanko. Ok.?
-Uuuuu… Ale tych zasad. Nie wiem, czy Bill je zrozumie. –
odezwał się mop.
-Ty się
lepiej martw o siebie! – odpowiedziałam w obronie Billka.
-To
gramy?
-Jasne.
Piszcie te zadanka. – Megi podała nam kartki i
długopisy.
Po kilku
minutach wszyscy mieli coś nabazgrane. Oddaliśmy karteczki
Margaret.
-To kto
pierwszy?
-My! –
wrzasnął Tom.
-Ok. To
macie pytanko. Ile Bill miał dziewczyn?
Ja
spojrzałam na Billa. Ten uśmiechnął się od ucha do ucha i strzelił do
mnie
oczko.
-A skąd
ja mam wiedzieć! – oburzył się Tom.
-Toć nie
jestem przyzwoitką!
-Odpowiadaj!
-Izka, wymyśl jakąś liczbę. Byle realną. – powiedział
zrezygnowany glut.
-Oki. To
może 10?
-Bill,
czy to jest prawidłowa odpowiedź? – zapytała Megi
-Nie. 16.
-Kurka. I
co teraz? – Tom wybałuszył oczycha.
-Losujcie
kartkę z wyzwaniem. – oznajmiła Meg.
Izka podeszła
i wyciągnęła 1 lepszą karteczkę.
-Para
musi wymienić się ciuchami i zostać w nich do końca gry. –
przeczytała
Izi
-No,
czyli przebierać się! – krzyknął Bill.
-Izka, ubierz ciuchy Toma, a ty brachu, jej. – dodał.
-Jezu! Co
za aparat to wymyślił! – obruszył się Tom, po czym wstał i z
Izabelą
wyszli z salonu.
Wrócili
po paru minutach. Wyglądali przecudownie. Izka miała
na sobie
OGROMNE
spodnie i koszulek Toma oraz czapkę. Natomiast Mop
wdział się w
obcisłe
dżinsy Izy i koszulkę na ramiączkach. Było mu widać prawie cały
brzuch. Heh :-)
Gdy
wrócili ja, Bill i Megi turlaliśmy się ze śmiechu po
ziemi. Nieźle!
Następne
pytanie było do mnie i Billiego.
-Czy
wiecie, jaki rozmiar ciuchów nosi Izi? – zadała
pytanko Megi
-Ej! – to
był odzew Izki
-Heh :-) Ja wiem. Mały! – odpowiedział Bill
-Proszę
dokładniej…
-30. –
podałam odpowiedź.
-Dobrze,
dobrze… - Iza potwierdziła moją odpowiedź.
-Udało
wam się! – Tom pogroził nam palcem, a ja pokazałam jęzorek :-)
-Tom i
Iza. Prośba. Czy tym razem to Tom może odpowiedzieć? – zapytała Meg.
-Spox. – zgodził się sędzia dred. – tylko dawaj pytanie.
-To mi
powiedz, jak po polsku jest Guten Tag? (przypominam,
że bohaterowie
mówią po
niemiecku)
-Eeee… Ja wiedziałem, kiedyś mi to mówiłaś Patii… - Tom
spojrzał na mnie
błagalnym
wzrokiem.
-Chyba
jakoś tak – Dziumdziebry? – wypaplał Tom – dobrze?
Ja, Izka i Meg wybuchnełyśmy
śmiechem. (Margaret jest Niemką, ale uczyłyśmy
jej
Polskiego.)
-Nie! Dzieńdobry! Osioł! Grrrr… Przez
Ciebie musimy losować zadanie!! -
Iza
wstała i zaczęła gonić Toma po pokoju.
-Ale ja
nie chciałem! Ja nie wiedziałem! – Tom uciekał ile sił w nogach.
Było dużo
śmiechu. :-) :-) :-)
Następnie
Mop wylosował kartkę.
-Wlejcie
sobie ketchupu do gęby i się pocałujcie. – wyrecytował treść
zadania.
-Fujjjjjjj… - skomentowała po chwili Izka.
Bill
wstał i ruszył się po czerwoną maź ;-). Gdy ją przyniósł Izi
i Glut
wlali
sobie ketchupu do gęby. Łuuu… Ja bym pawia puściła.
Nienawidzę
ketchupu!!
:-/
Para
przystąpiła do zadania i całowali się. Co chwili pomidorki kapały na
ciuchy,
dywan… Bleee…
Po paru
minutach oderwali się od siebie i poszli umyć twarze. Współczucia…
Po
powrocie Meg zadała pytanie dla mnie i Billa.
-Teraz
niech odpowie Bill. Patii ma dwa hobby. Jakie?
-Malowanie
i … - Bill urwał na chwilę – Boże, Patii! Nigdy mi nie mówiłaś o
jakimś
innym hobby!
-To coś
wymyśl. Może trafisz! – Odpowiedziałam.
-To może…
Taniec?
-Nie!
Patrycja maluje i jeździ konno! – Powiedziała uradowana Izka.
-Wreszcie
coś losujecie! – dodała z bananem na buzi.
-Patii,
naprawdę jeździsz konno? Nigdy nie mówiłaś. – Bill spojrzał na
mnie.
-No bo,
dawno nie siedziałam na końskim grzbiecie…
-Losujcie!
– przypomniała nam Izka. – No dalej!
Bill
wyciągnął kawałek papieru.
-Pocałuj
dziewczynę twojego brata, a dziewczyna niech pocałuje chłopaka
swojej
przyjaciółki. – Przeczytał Bill.
-Czyli
mam pocałować Izę? – zapytał z niedowierzaniem.
-Tak. A
Patii Toma. – dokończyła Meg.
-Ja nie
chcę. Nie zrobię tego! – zbuntowałam się.
-Patii,
to tylko zadanie! – Izka uśmiechnęła się – no nie
psuj zabawy.
Całuj.
Pozwalam!
-Dobra,
już, już… - powiedziałam i ociągając się wstałam.
-Im szybciej
tym lepiej.
Zamknęłam
oczy i… już po wszystkim. Nie było tak źle. Teraz kolej Billa.
Ten także
jednym szybkim ruchem załatwił sprawę.
Po tym
wszystkim zapytałam:
-Która
godzina?
-Dochodzi
20. – Odpowiedział Mop.
-Uuuuu… A jutro szkoła… Łeee…
-No… A ja
i Tom idziemy na 1 próbę na koncert. – Oznajmił Billi.
-Aaaa… Możemy iść z wami? – Wypaliła Izka.
-No, nie
wiem… - Tom westchnął.
Izka zrobiła
maślane oczy i powiedziała.
-Proszę…
-No
dobrze. Ale będziecie grzeczne?
-Nie ma
sprawy! – Krzyknęłam
-To
idziemy do domu? – zapytała Meg.
-No,
chyba już czas. – potwierdziłam.
-A my was
odprowadzimy. – zaoferował się Bill.
-No
jasne!
Wyszliśmy.
Tom złapał Izkę w pasie, a Bill mnie. Gdy tak szliśmy
uświadomiłam,
że w naszej paczce brakuje jeszcze jednej osoby, a mianowicie
chłopaka
dla Megi. Trzeba to jakoś załatwić… :-)
W
poniedziałek w szkole było dobrze. Nic wielkiego się nie wydarzyło. Może
tylko to,
że ja na przerwach wciąż szukałam kandydata dla Margaret.
Niestety
nic nie znalazłam. Szkoda…
Po szkole,
w domu zjadłyśmy obiad, przebrałyśmy się i razem z bliźniakami
wybrałyśmy
się do domu Georga.
Nawet
niezła chatka… :-)
-Heja! – przywitał nas George. –
właźcie!
Weszliśmy.
Zajęliśmy miejsca w salonie. Następnie pojawił się Gustav.
Po
krótkich pogaduchach, wyruszyliśmy do klubu, w którym mają próbę
chłopaki.
Na
miejscu rozpakowaliśmy sprzęt i zaczęło się.
Kręciło
się tam duuuużo ludzi.
Po
trzeciej piosence, poczułam, że natura wzywa. (dla ciężko kapujących,
Patrycji
chciało się siku.)
Poszłam,
więc sama w poszukiwanie kibelka.
Po drodze
niezaplanowanie wpadłam na kolesia.
-Sorry. –
Bąknęłam.
-Nic Ci
się nie stało? – zapytał zatroskany chłopak.
-Nie nic.
– odpowiedziałam.
Teraz
przyjrzałam się kolesiowi.
Był
wysokim, umięśnionym blondynem. Miał zielone oczy i miły wyraz twarzy.
Nawet
przystojny…
-Mam na
imię Filip. A ty? – Przedstawił się przystojniak.
-Ja?
Patrycja.
-Ładne
imię.
-Dziękuję.
-A jeżeli
można wiedzieć, to ile masz lat?
-Można,
można…
-W tym
roku
-No, ja
jestem Polką i przyjechałam tu na wymianę. A mieszkam… Wiesz, gdzie
mieszkają
bliźniacy Kaulitz?
-Wiem.
Ale nie przepadam za tym ich zespołem. Tokio Motel..
-Tokio
Hotel. Ja mieszkam naprzeciwko nich.
-Aaaa… To łatwo znaleźć twój dom!
-No…
-Dobra,
to ja cię już nie zatrzymuję. Aha… Mogę numer twojego koma? –
Zapytał
grzecznie chłopak.
-Jasne. –
wyrecytowałam mój numer, pożegnałam się i poszłam do klopka.
Po
powrocie do Sali prób pogadałam z Izką, kogo
spotkałam.
-Tylko
się nie zakochaj! – Szepnęła do mnie Izka.
-Śmieszne…
- powiedziałam wzgardliwym tonem.
-Dziewczyny!
Chcecie zaśpiewać z nami? – Wrzasnął Bill.
-Możemy.
– zgodziłam się.
Wzięłam
mikrofon i śpiewaliśmy. Najpierw ,,Monsuna,,
następnie ,,Rette mich,
, i
jeszcze ,,Ich bin nich` Ich,,.
Fajnie
było.
Po
powrocie do domu dostałam eska od … Filipa.
,,Cześć!
Wpadłem dzisiaj na Ciebie. Pamiętasz mnie? ;-)
Widziałaś
dzisiaj na próbie tych Tokijczyków? Śpiewali… No comments.
Co
porabiasz? Odp. Pa,,
No comments – co to jest? Czyżby Filipek miał uraz do Billa i
reszty?
Odpisałam.
,,Pamiętam…
I widziałam tych Tokijczyków na próbie, bo są to moi najlepsi
przyjaciele!
I żadne no comments, bo ja też śpiewałam!,,
Po chwili
nadeszła odpowiedź.
,,Sorry,
nie wiedziałem. Może zamiast Cię przepraszać pójdziemy jutro na
pizzę?,,
Odpisałam,
że: ,,Nie mam ochoty.,,
Filip nie
ubłaganie zapraszał, więc: ,,No dobra. To może jutro w pizzeri
Olivia. Może
być?,,
Filip
puścił strzałkę. To znak, że może być.
Poszłam
spać. Tak w głębi duszy byłam ciekawa spotkania z Filipem…
We wtorek
po szkole, gdy do pokoju weszła Izka i zapytała:
-Gdzieś
się wybierasz? Dzisiaj bliźniacy zabierają nas na pizzę.
-Ja? Ja,
no właśnie… Idę do szkoły.
-A po co?
-Bo
obiecałam takiej jednej, że jej pomogę w matmie.
-Aaaa… Czyli dzisiaj, nie idziesz z nami?
-No,
niestety…
-Spox.
Izi wyszła,
a ja żałowałam, że okłamałam przyjaciółkę.
Dokończyłam
make-up i ruszyłam w stronę pizzeri.
Tam czekał na mnie Filip.
-Hej
piękna! Co zamawiamy?
-Nie
wiem. Może tę z salami?
-Na
życzenie!
Zamówiliśmy
pizzę i colę. Przy jedzeniu gadaliśmy i żartowaliśmy.
W pewnej
chwili ktoś postukał mnie w ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam…
BILLA!!
Do jasnej ciasnej!
-Cześć
Patii. To właśnie jemu pomagasz w macie przy pizzy? – zapytał z
wyrzutem.
-Bill, ja
Ci to wytłumaczę…
-Nie masz
czego tłumaczyć. Ja wszystko świetnie rozumiem! – Chłopak
krzyczał
na mnie, a w jego oczach dostrzegłam łzy.
-Billuś, to nie tak…
-A jak?!
A jak?! Wiesz, jak mogłaś! – krzyknął po raz ostatni i wybiegł z
pizzeri.
-Przepraszam.
– Rzuciłam do zdziwionego Filipa.
Wstałam i
wybiegłam z lokalu.
Jezu, co
ja narobiłam! Mam nadzieję, że wszystko wytłumaczę Billowi, że
mnie
zrozumie. Nie chcę go stracić!
Pobiegłam
w stronę domu.
Wpadłam
do pokoju jak szalona.
-Iza, Meg, gdzie jest Bill?
Żadna z
dziewcząt się nie odezwała.
-Iza, Meg!
-No co?
-Gdzie
jest Bill?
-Z
fałszywymi przyjaciółkami nie gadamy. – spokojnie odrzekła Megi.
-Ale ja…
-Nie
tłumacz się. A Bill nie wiem gdzie jest. Na pewno nie chcę ciebie
teraz
widzieć.
-Ale
mówiłam ci o tym Filipie. Ja wcale go nie lubię. Poszłam z nim pogadać
bo…
-Bo co?
-Bo, bo,
bo ja chciałam Ci znaleźć chłopaka Megi. I on mi się
wydawał wręcz
idealny!
– Mówiłam płacząc.
-No
świetnie! Mamy swatkę w domu! A ja wcale nie potrzebuję chłopa! Sama
jestem
szczęśliwa! – krzyczała Meg z ironią w głosie.
-Dziewczyny
proszę i przepraszam. Jesteście moimi przyjaciółkami…
-Oj
Patii, przesadziłaś, ale prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie…
To w czym
ci pomóc? – Izi zlitowała się.
-Och…
Dziękuję…
Przytuliłam
obie panny.
-Gdzie
jest Bill? Muszę z nim pogadać.
-Wiesz…
To chyba nie jest najlepszy pomysł. – w drzwiach stanął Tom.
-On nie
chcę ciebie znać. Zraniłaś go. A już myślałem, że ty jesteś inna
niż
wszystkie dziewczyny… Umawiać się z innym, gdy ma się chłopaka… Bill,
chyba już
cię nie obchodzi. Po co ci wiedzieć gdzie on jest? – Tom
spokojnie
stał i tłumaczył mi, jaki popełniłam błąd.
-Ale ja
kocham Billa! Czy ty tego nie rozumiesz!?
-No tym,
co pokazałaś przed chwilę, to nie rozumiem.
Rzuciłam
się na łóżko i beczałam. Jak mogłam tak zrobić?! Jak mogłam, aż
tak
zranić Billa?! Wiara opuściła pokój a ja zostałam sama. Płakałam.
Po
jakiejś godzinie wzięłam telefon stacjonarny i zadzwoniłam do Billa.
Odebrał i
spytał:
-Tak?
-Bill, to
ja. Nie odkładaj słuchawki. Ja ci to wszystko wytłumaczę… - nie
dokończyłam,
bo chłopak rozłączył się.
-Bill,
Bill, Bill… - szeptałam do słuchawki, lecz słyszałam jedynie
przeciągłe
Piiiiiiiii… :-(
Płacząc
zasnęłam.
W środę
obudziłam się z bólem głowy. Megi i Izki nie było. Pewnie poszły do
szkoły. Ja
i tak bym nie poszła. Cały świat mi się zawalił. Bez Billa…
Łyknęłam
tabletki i walnęłam się na łóżko. Myślałam jakby tu przeprosić
Billa.
Zwykłe przepraszam tu nie wystarczy… Około 11 dostałam eska:,,
Witaj
Patrycjo!
Czemu wczoraj tak szybko uciekłaś? Co robił Bill w restauracji??
Co chciał
od ciebie???,, Był to es od Filipka… :-/
Odpisałam:
,,Zwalij idioto! Przez ciebie straciłam coś ważnego w
moim
życiu!
Nienawidzę cię!!,, Byłam tak zła, że nie szczędziłam słów. Odpowiedź
nie
nadeszła. Mam nadzieję, że się odczepił…
Izka i Meg wróciły ze szkoły, ale rozmowa się nie kleiła.
Zapytałam
jedynie czy widziały Billa w szkole. Dziewczyny mi odpowiedziały,
że tak I
ze Bill ma się dobrze. Podrywa już inne laski.
Ja nie
mogłam w to uwierzyć. Tak szybko zapomniał o mnie? Nie, to na pewno
jest
koszmar senny i zaraz się obudzę! Niestety, to nie jest koszmar… :-(
Reszta
tygodnia minęła bardzo smutno. Nie chodziłam do szkoły, a dziewczyny
mówiły,
że Bill ma już inną pannę. Jestem załamana! :-( :-( :-(
W weekend
chłopaków nie było - mieli koncert.
W
poniedziałek znów nie poszłam do szkoły. Bałam się, że jak zobaczę Billa
z inną to
nie wytrzymam… Już i tak do głowy przychodziły mi głupie myśli…
Izka
spotykała się z Tomem. On był jakby obrażony na mnie, za to zrobiłam.
No, ale
miał rację… :-(
Filip na
szczęście się odemnie odczepił.
W
poniedziałkowy wieczór (koło 20) naszła mnie ochota na płacz. Nie
chciałam
denerwować pani Szulc, więc poszłam na samotny spacerek. Było
ciemno.
Na ulicy paliły się latarnie. Wokół mnie panowała cisza,
przerażająca
cisza.
Szłam
powoli, płacząc i wytykając sobie, jaką jestem egoistką. Byłam już
pewna, że
ja i Bill to przeszłość. Po półgodzinnym spacerze uświadomiłam
sobie, że
nie mogę tak po prostu pozwolić Billowi odejść, że jest on zbyt
ważny w
życiu, że mogę później żałować, że go nie przeprosiłam. Pójdę do
niego i
mu wszystko wytłumaczę. Muszę spróbować!
Skierowałam
się w stronę domu bliźniaków.
Zadzwoniłam
do drzwi. Otworzył mi Bill.
Zdziwił
się. Bardzo się zdziwił.
-Czego
chcesz? – zapytał zimnym głosem.
-Chciałam
Cię przeprosić…
-Twoje
przeprosiny mam gdzieś!
-Ale
Bill! Między mną, a Filipem nigdy nic nie było i nie będzie!
-Spadaj,
bo mi psujesz wieczór! – krzyknął Bill
-Ale…
-Bill,
kto przyszedł? – To był Tom.
-Nikt. –
odpowiedział Bill
-Odwal
się… - syknął do mnie i zatrzasnął drzwi.
Jak on
mógł mnie tak po prostu spławić?
Oczy
znowu mnie zapiekły. Puściłam się pędem przed siebie. Biegłam ile sił
w nogach
pochlipując.
Biegłam i
biegłam. Wreszcie zabrakło mi tchu i kucnęłam pod drzewem.
Spojrzałam
na zegarek. Było już 21. Może by już tak wracać? Późno się
zrobiło…
Wstałam i
ociągającym się krokiem ruszyłam ku domowi.
Wtem ktoś
się odezwał:
-Nie
boisz się tak sama chodzić?
Nie
odpowiedziałam, tylko przyspieszyłam chodu.
Nagle zza
drzewa wyłonił się chłopak gdzieś w wieku 16 lat.
-Wiesz,
jakiś bandzior, albo zbok mógłby cię dopaść…
Bałam się
jak jeszcze nigdy w życiu.
Nieznacznie
kiwnęłam głową. Szłam dalej. Chłopak stanął przedemną.
Chciałam
go minąć, ale on znów zagrodził mi drogę.
-Nie,
nie… Masz może jakąś kasę?
-Nie…
-No, to
źle. Masz problem, bo ja właśnie chciałem kasy.
-Mogę
przejść?
-Nie. –
twardo rzucił chłopak i złapał mnie za rękę.
-Puść
mnie! – powiedziałam histerycznym tonem.
-Nie. – W
oczach chłopaka dostrzegłam błysk.
-Puszczę,
jak zdejmiesz parę ciuszków…
-Daj mi
spokój! – już krzyczałam
Koleś
przyciągnął mnie do siebie i zaczął rozpinać bluzę. Szarpałam się,
lecz na
próżno.
-Na
pomoc!!! – darłam się w niebo głosy.
-Zamknij
mordę dzi***, to ci nic nie zrobię! – facet wkurzył
się.
-Rataunku!!!! – nadal krzyczałam
-K****!
Zamknij się!
-Jaka
k****? – usłyszałam znajomy głos.
Chłopak
odwrócił się. Tuż za nim stał… Bill…
-Spadaj!
– odparł koleś i znów spojrzał na mnie.
-Nie spadne. A moją dziewczynę, to zostaw w spokoju! – krzyknął
Bill i
szarpnął
drania za frak.
-Dobra! –
chłopak zwiał.
Ja stałam
i dygotałam się ze strachu i z zimna. Jeszcze to wszystko do mnie
nie
dotarło.
-Patii…
Teraz
wyraźnie zobaczyłam twarz Billa. Był czerwony ze złości. Było widać,
że
płakał. Teraz lekko się uśmiechał.
-Już
dobrze? – zapytał tuląc mnie.
Nie
odpowiedziałam, ponieważ byłam w szoku.
-Wiesz,
przepraszam, że tak ostro zareagowałem, ale taki już jestem. Kocham
cię i
chcę być z tobą.- mówił chłopak dalej obejmując mnie.
-Bill, a
ja tak się bałam… - poczułam, że znów mam język.
-Już
dobrze… - bliźniak uspokajał mnie.
Płakałam.
-Ja też
ciebie kocham, a ten Filip…
-Nie
mówmy już o tym. Ważne, że wszystko już jest dobrze. – Bill spojrzał
mi prosto
w oczy, zbliżył swoją twarz i pocałował. Brakowało mi tego…
-A na
przyszłość, to nie chodź sama po ciemku… - oznajmił, gdy już
wracaliśmy
do domu.
Ja tylko
uśmiechnęłam się i mocniej przytuliłam do Kaulitza.
Dobrze,
że mam go obok siebie…
Wróciliśmy
do domku i pożegnaliśmy się. Ja zaraz poleciałam do pokoju.
-Gdzie ty
byłaś?! – Zapytała Megi u wejścia.
-Byłam na
spacerze! – Powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Wiesz
jak my się denerwowałyśmy! A co tak Ci do śmiechu? – Izka
zdziwiła
się.
-A, bo… -
Opowiedziałam dziewczynom przygodę z kolesiem i Billem.
-I tak to
było. – Oznajmiłam, gdy skończyłam.
-Czyli
rozumiem przez to, że ty i Bill to jesteście znowu razem?
-Aha…
-Extra! A
wytłumaczyłaś mu tą kolację z Filipem?
-Chciałam,
ale on się nie zgodził.
-Aaaa… A czy powiedział ci, po co poszedł za tobą? –
Dociekała Iza.
-No
właśnie… Nie zapytałam. Ale jutro się dowiem…
Poszłyśmy
spać.
Następnego
dnia w szkole, zauważyłam, że laski znowu biegają za chłopakami.
No tak!
Przecież mieli koncert!
Po szkole
bliźniacy przyszli do nas.
Meg, Tom i
Iza siedzieli w salonie. Ja poprosiłam Billa o rozmowę na
osobności.
Usiedliśmy
na łóżku w moim pokoju.
-Bill,
mam takie pytanko…
-Słucham?
-Dlaczego
wczoraj poszedłeś za mną?
-Bo jak
cię wyrzuciłem z domu, to Tom się skapnął, że to byłaś ty i
wyprawił
mi kazanie na temat miłości. Ja, co nieco zrozumiałem i chciałem
cię
dogonić. Na szczęście Boskie…
-Wiwat Mop! Gdyby nie on…
Bill
uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek.
-A jak
koncert? – Zapytałam.
-Nie,
dobrze. Wiesz fanki, fani i tak dalej. Fajnie się grało, znaczy
śpiewało…
;-)
-Cool!
-Patii,
mam dla ciebie niespodziankę…
-Super. A
co to jest?
-Niespodzianka!
-Żeś się
wysilił! – Przekrzywiłam głowę w lewo.
-No
dobra. Możemy iść teraz. Ale zawiążę ci chustkę na oczach. Ok.?
-Nie ma
sprawy. Byle bym przeżyła. :-)
-Prośba.
Ubierz jakieś stare dżisny.
-Szpox. A po co? Dlaczego? W jakim celu?
-Zobaczysz…
- Tajemniczo odparł Kaulitz.
Przebrałam
się.
Oznajmiliśmy
reszcie, że będziemy wieczorem i poszliśmy.
Szliśmy
już z dobrą godzinkę śmiejąc się i rozmawiając, kiedy Bill zagaił:
-Teraz
założę Ci chustkę. Ale nie podglądaj!
-Jasne,
jasne…
Bliźniak
zawiązał mi oczy. Czułam się dziwnie. Co chwili zbaczałam z kursu
:-) i
wpadałam na różne przedmioty. W końcu Bill zdenerwował się i wziął
mnie na
ręce.
Wariat!
:-) :-)
Niósł
mnie chwilkę. Odstawił na ziemię i prowadził jeszcze kilka metrów.
Poczułam
jakiś zapach. Coś pachniało… gnojem?? Nie, zdaje mi się.
Wciąż
miałam zawiązane oczy. Weszliśmy do jakiegoś budynku. Tam usłyszałam
znajomy
dźwięk, a mianowicie… KOŃSKIE RŻENIE!!!!!!
Sama
zdarłam chustę z oczu i… TAK! To jest stajnia!
-Bill, co
my tu robimy?! – Zapytałam trzęsąc się z podekscytowania. Tak
dawno nie
siedziałam w siodle…
-To
właśnie ta niespodzianka! Mówiłaś, że konie to twoje 2 hobby, więc
załatwiłem
Ci jazdę…
-Jezu
Bill! Dziękuję Ci! Nie musiałeś! – Rzuciłam się na szyję chłopaka.
-Jeżeli
chcesz mi podziękować to proszę tu! – Rzucił chłopak i nadstawił
poliko.
-Proszę
bardzo! – Powiedziałam i pocałowałam oba policzki. :-) :-)
-Czy to
państwo są umówieni na dzisiaj? – Z siodlarni wyłonił się
instruktor.
-Tak. Ta
pani. – Billuś wskazał n mnie ręką.
-A ty nie
jeździsz? – Zapytałam.
-Nie. Ja
nie umiem.
-To cię
nauczę!
-Nie.
Patii, to zły pomysł…
-Billuś, proszę…- Wypróbowałam dobry i znany pomysł na
maślane oczy.
Oczywiście
udało się!
-No może
wsiądę…
-Jupi! Którego konia siodłać?
-Możesz
wziąć tego tam na końcu. Gniadego. – Pan od jazdy konnej wskazał na
rumaka w
ostatnim boksie.
-A ty
weź… Może Diega. To ten naprzeciwko nas.
Zajęłam
się siodłaniem koni. Oczywiście Bill nie umiał, więc ja musiałam mu
pomóc.
Było dużo zabawy… :-) :-) :-)
Wyjechaliśmy
na padok. Naprawdę, Bill wyglądał komicznie w toczku… :-)
Ja
poczułam się w swoim żywiole.
-Patrycja,
a jak się rusza? – Zapytał Bill, gdy jego koń stanął w miejscu.
-Łydkami
ściśnij jego boki. Podziała.
-No
właśnie nie działa. – Bill ściskał konia tak, jakby się bał połamać mu
żebra
:-).
-To użyj palcatu.
-Czego?!
-To coś,
co trzymasz w prawej ręce. Tylko… - Nie dokończyłam, bo Bill z
całej siły
trzepnął rumaka w zad. Zwierzę pognało jak oszalałe galopem.
-Tylko
ostrożnie… - Dokończyłam mówiąc do siebie.
-Ratunku!
Wściekły koń! – Darł się Bill.
-Ściągnij
wodze! –Krzyczałam galopując obok Billa.
-A co to
jest!? – Odkrzyknął chłopak.
Przyspieszyłam
Gniadego i zajechałam drogę Diega. Ten łaskawie
zatrzymał
się.
-Patii,
Bogu dzięki…
Ja lałam
z Kaulitza jak głupia.
-Podskakiwałeś,
jakbyś na rozżarzonym węglu siedział! – Lałam z chłopaka.
-Na
dzisiaj mam dość! – Powiedział bliźniak i zszedł z konia.
-Bill! No
co ty! Nie poddawaj się!
-Nie,
nie. Już mnie nie nabierzesz na te twoje pięknę
ślepia!
-Matko
boska – częstochowska! To może wsiądziemy razem na Gniadego.
-Czyli,
że jak?
-No właź
na siodło i trzymaj się mnie. Tylko nie uduś!
-No tak
to może być… - Zgodził się łaskawca Bill.
Wgramolił
się na konia i złapał mnie w pasie. Ja przewidziałam parę
atrakcji
na dzisiaj :-). Z miejsca ruszyłam galopem. Bill ścisnął mnie z
całej
siły. Myślałam, że połamie mi żebra.
-Spokojnie!
-Ale, czy
on tak musi pędzić?
-A co? Za
wolno? – Spytałam i popędziłam konia.
-Aaaaa!!! Patii ja już nie chcę! – Darł się Bill do mojego
biednego ucha.
-Oki. Dam
już ci spokój. Nacierpiałeś się. – Ściągnęłam wodze i zatrzymałam
Gniadego.
Bill
schodząc wywalił się. :-). Ma on talent…
Ja
zsiadłam z Gniadego i odprowadziłam oba konie do stajni. Rozsiodłałam i
wróciliśmy
do domu.
Opowiedzieliśmy
reszcie jak było na jeździe. Wiara miała niezłą polewkę z
wyczynów
Billa. :-) :-)
-Co
robimy? – Zapytał Tom.
-Może
jakieś filmidło? – Zaproponowała Megi.
-Oki. Ale
ja i Bill musimy się wykąpać. Poczekacie?
-Nie ma
sprawy. Idźcie.
-Ja
pierwszy! – Wrzasnął Bill i pobiegł do łazienki. Grrrr….
Po 30
min. Nadeszła moja kolej. Szybciutko się wykąpałam i zeszłam na dół.
Spojrzałam
na zegarek. Była 20. Nawet wcześnie… :-).
Oglądaliśmy
jakąś komedię. Siedziałam wtulona w Billa. :-)
W pewnej
chwili ktoś zadzwonił do drzwi…
-Kto to
może być? – Izi zatrzymała film.
-O tej
porze? – Dodała Meg.
-Pójdę
otworzyć.
Wstałam i
ruszyłam ku drzwi.
Otworzyłam.
Niespodziewanym gościem okazał się… Filip!
-Ty
tutaj?
-Tak.
Chciałem pogadać.
-A o
czym?
-Czemu
mnie nienawidzisz? Czy coś Ci zrobiłem?
-Tak!
Przez ciebie prawie straciłam Billa!
-Ale ja
nie wiedziałem, że jesteś zajęta! Trzeba było mnie uprzedzić!
-No może
tak… Ale…
-Patii,
kto to? – Bill wszedł do przedpokoju.
Spojrzał
na Filipa i w jego oczach zapłonęła złość.
-A pan do
kogo?
-Do
Patki.
-Patki?
Zjeżdżaj!
Bill
zatrzasnął drzwi i spojrzał na mnie, tak jakby oczekiwał, że pochwalę
to co
zrobił.
-Dobrze
mu tak. – Powiedziałam.
Właśnie
mieliśmy zamiar wracać do salonu, kiedy znów zadzwonił dzwonek do
drzwi.
Bill zamaszystm ruchem otworzył drzwi i wrzasnął:
-Zostaw
ją w spokoju ty… - Urwał.
-O! Bill!
Co ty? – Okazało się, że tym razem była to pani Szulc.
-Bo ja właśnie…
-Mogę
wejść kochaneczku?
-Tak
oczywiście… - Bill zmieszał się.
Ja i Kaulitz wróciliśmy do pokoju. Ja ukradkiem śmiałam się z
sytuacji
zaistniałej
przed chwilą, a Bill był czerwony ze wstydu…:-) :-)
Następnie
do pokoju wparowała Kate.
-Bill,
Tom!
Kate
przestała się interesować Kaulitzami, zaraz po
rozpadzie ich zespołu.
Gdy
bracia przychodzili do nas, mało ją to obchodziło. Teraz, była na
koncercie
w weekend i znowu się zaczęło… Odżyła w niej miłość do
bliźniaków….
-Jak miło
was widzieć! Mogę autograf? – Zapytała uśmiechając się i podała
kartkę z
długopisem.
-Tak.
-Jasne.
Kaulitzowie
podpisali się i chcąc uniknąć dalszych podpisów Tom oznajmił:
-Sorry,
ale musimy już iść.
-No
właśnie. Już późno… - Poparł brata Bill.
-Szkoda…
- Westchnęła Kate.
-A nam
nie. – Mruknął Bill, lecz nikt oprócz mnie go nie usłyszał.
Dziewczyny
i bliźniacy wyszli z domu. Skierowaliśmy się do housa
Kaulitzów.
Pod ich
domkiem jeszcze raz omówiliśmy dzisiejszy dzień.
Pożartowaliśmy
i niestety, ja i moje psiapsióly musiałyśmy wracać do
domu.
W łóżkach
bardziej szczegółowo opowiedziałam dziewczynom o rozmowie z
Filipem.
Gdy
właśnie zasypiałam mój telefon zadźwięczał.
-Jasna
cholera! Co znowu! – Szepnęłam do siebie.
Spojrzałam
na wyświetlacz. Jedna nieodebrana wiadomość. Może od Billa?
Niestety
es był od Filipka :-/.
Pisał
tak: ,,Patii, przepraszam cię, ale nie wiem o co chodzi. Jaka w tym
moja
wina, że nie powiedziałaś mi, że masz chłopaka! Naprawdę, nie masz się
o co
złościć. Ale wiesz? I tak cię lubię! Pa,,
I tak cię
lubię! Phi… Nie odpisałam bo zasnęłam. Przecież jutro do szkoły…
c.d.n.
(Zuzanna Ledworowska – zozol@znalezione.pl)