CZĘŚĆ SZÓSTA

 

 I tak minął kolejny miesiąc…

 

Maj… Piękny miesiąc! Przyroda kwitnie. Kwiaty, pola, łąki… Cudownie!! :-)

 

Wstałam w sobotni poranek. Na biurku leżała koperta. Zdałam sobie sprawę,

że jest to list od jury plastycznego konkursu. Pisali, że…  WYGRAŁAM!!!!!!!

EXTRA!

Zbiegłam na dół i zaczęłam wrzeszczeć

-Ja wygrałam! Nagroda! Super! Bill i Tom i ja! Jezu! Jupi!!

-Pati! O co chodzi? – Iza widocznie nic nie zrozumiała z moich wyjaśnień

-No jak to? Konkurs plastyczny! Wygrałam! Dostanę główną nagrodę!!

-Gratulacje! A co jest główną nagrodą, bo zapomniałam? – zapytała Megi

-Wiecie! Nagrodą jest spotkanie z malowanymi gwiazdami. W moim przypadku

jest to Bill i Tom! – tłumaczyłam już trochę spokojniej

-Aaaaa…. No tak! Już sobie przypominam! – Izi dostąpiła olśnienia

-Cool!! – dodała Margaret

Przeczytałam list jeszcze raz. Pisali, że spotkanie z artystami odbędzie

się tak:

Jutro (w niedzielę) przyjedzie po mnie samochód służbowy. Następnie

zawiezie mnie do hotelu, w którym mam spotkać Kaulitzów. Po meetingu auto

znów odwiezie mnie do domu. Aha… Samochód będzie o 9 rano.. No i to

wszycho. :-) Fajnie!

Po szybkim śniadaniu zadzwoniłam do Billa. Oznajmiłam, że przyjdę z

dziewczynami za chwilę. Następnie poszłyśmy. Zadzwoniłyśmy do drzwi i…

-Cześć! – otworzył nam Tom

-Hejka! – odparłam, a Tom podszedł do Izki i ucałował…

Weszłyśmy do środka.

-Gdzie Bill? – zapytałam po zdjęciu kurtki

-Bill… A, on… Ten tego… Zaraz przyjdzie… - mop wyraźnie coś kręcił… :-)

-No powiedz! – prosiła Izi

-Nie mogę. Zaraz przyjdzie…

Megi i Izka usiadły na kanapie. Ja zajęłam miejsce na fotelu. Tom poszedł

po coś do picia. Gdy wrócił Billa nadal nie było. Ciekawe….. :-)

Siedzieliśmy, sączyliśmy colę i gadaliśmy. W pewnej chwili do pokoju wszedł

Bill.

-Cze! Gdzieś ty się szlajał? – zapytałam i cmoknęłam go w policzek

-A nigdzie. Musiałem coś załatwić. A co?

-A to! – powiedziałam i zaczęłam wymachiwać listem przed nosem Billa

-Co to? – spytał Tom i wziął kopertę odemnie

Przeczytał i podał Billowi.

-Świetnie! My jeszcze nie wiemy…

Billli także przeczytał i rzucił

-No! Ja to wiedziałem!

-Mamy jasnowidza w domu. – Tom brechał się z brata

-Jasnowidza od 7 boleści! – dodał

Zabrzmiał telefon Billa. Ten odebrał.

-Tak. Aha… Wiem, wiem… Jutro? Okey. Tak. Nie, nie znam… Aha… Oczywiście. Do

zobaczyska!

-Kto to? – zapytał wścibski glut :-)

-A nasz menager. Powiedział mi o tym konkursie. Pytam czy znamy

zwyciężczynie.

Ja skłamałem i powiedziałem, że nie…

-Heh :-) Czyli jutro mam udawać, że cię nie znam? Mam grać szaloną fankę??

– zapytałam uśmiechając się

-Na to wygląda… - odpowiedział Bill

-Pati, tylko weź autograf! – rzuciła Meg

Wszyscy śmialiśmy się. Po kilku minutach, młodszy bliźniak (Bill) ulotnił

się z pokoju. Co tu jest grane?

Wrócił i trzymał coś za plecami.

-Co to? – zapytała ciekawska Izabela

-A coś tam…

-Poka! – krzyknęła Meg

-Dobra. Patrzta! – odpowiedział Bill i zza pleców wyciągnął małą, czarną

kulkę.

-Kot?!

-Kot. Blaki dokładniej.

-Jaki śliczny!

-Piękny!

-Słodziutki!

-Podobny do Toma!

Dziewuchy ze mną na czele rzuciły się na kiciusia i zaczęły go pieścić.

-Do Toma…. Heh….- uśmiechnął się Kaulitz

-On się powinien Sweety nazywać. Jaką on ma mordkę!! – Izka komentowała

wygląd kotka.

-On jest wasz. – oznajmił mop

-Nasz? – zapytała z niedowierzaniem Megi

-Aha… A co?

-Nic. SUPER!

-No. Dzianks. – Izi wyszczerzyła się i cmoknęła Toma

-Ja chcę jeszcze raz! – krzyknął glutek

-Co za dużo, to nie zdrowo! – odparłam na odzew Toma

Rechotaliśmy się.

-Idziemy do góry? – zaproponował Tom

-Jasne. – rzuciłam i poszliśmy

W pokoju Billa usiedliśmy na łóżku.

-Wiecie, muszę do klopa. – oznajmił Tom

-Mmmm… Tom. Normalnie wyznania Gejszy! Musiałeś się dzielić tą informacją?

Megi żartowała sobie z sędzi dred

-Ha, ha! Śmieszne! – odparł Tom i wyszedł

-No. A ja idę na dół sprawdzić, czy Bleki nic nie narobił i przy okazji

przyniosę cósik do pitka. – dodał Bill i także wyszedł

-Oki.

Bliźniacy poszli, a my siedziałyśmy na łóżku. Wtem zadzwonił telefon Billa.

Dryn, dryn

-Patrycja, odbierz, bo dostanę szału od tego dzwonka! – powiedziała Iza

-Ale, ja nie mogę!

-To chociaż sprawdź kto dzwoni. – zaproponowała Megi

-No dobra… - zgodziłam się i spojrzałam w wyświetlacz

Pisało tak: ,,George,,

-George dzwoni.

-To ten co odszedł z zespołu? – zapytała Izi

-Aha…

-Ciekawe co chce od Billa…

-Pati, odbierz! – poprosiła Meg

-No dobra. – odparłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę

-Tak? – zaptałam

-Bill? – usłyszałam głos Georga w słuchawce

-Tak. - Skłamałam i zniżyłam ton głosu.

-Chory? Jakoś tak dziwnie mówisz.

-No… Mam kaszel…

-Wiesz brachu… Brakuje mi naszych koncertów i tak dalej…

-I?

-I wiesz, ta ku*** mnie rzuciła… - opowiadał Goe, a mną wstrząsnęło, jakich

on słów używa…

-Tak? – słuchałam dalej

-I czy byśmy nie mogli reaktywować Tokio Hotel? Dzwoniłem już do Gucia. On

się zgodził…

-Super!

-No to jak? Zgoda? I przepraszam za to, że cię obraziłem wtedy…

-Nie, ma za co… Ja ciebie też przepraszam… - kłamałam jak najęta

-To kiedy się spotkamy? Słyszałem, że masz dziewczynę? Heh :-)

-No, Patrycję. Taką miłą, zgrabną, inteligentną dziewuchę…

-Co? Kolejna fanka do przelecenia?

-Że co? Nie! Ja ją kocham! – oburzyłam się

-Dobra, dobra… To może spotkajmy się w poniedziałek po szkole… U mnie… Ok.?

-Cool! To cześć – pożegnałam się

-Hej!

Zdążyłam odłożyć telefon i do pokoju wszedł Bill.

-I jak? Nie nudziłyście się?

Ja, Meg i Izi się uśmiechnęłyśmy i zgodnie odpowiedziałyśmy

-NIE!

Później wrócił Tom. Pogadaliśmy trochę, wzięłyśmy Blakiego i wróciłyśmy do

domu. Nie pisnęłam ani słówka o rozmowie z Goergem.. Ups….

W domu:

-Pati! Umówiłaś się z Georgem i nic nie powiedziałaś chłopakom! – Megi

sprowadziła mnie na ziemię

-Ale, co powie Bill, jak mu powiem, że odebrałam jego telefon?!

-Nie wiem, ale musisz mu powiedzieć. Przecież już się umówiłaś! – Teraz

beształa mnie Iza

-A ty? Też kłamałaś! – odcięłam

-Pati. Daj spokój. Nie chcę się kłócić, ale musisz powiedzieć Billowi. On

nic nie wie!

-Oki, Oki… Zaraz zadzwonię….- łaskawie się zgodziłam

Wzięłam telefon i wyklinałam numer do chłopaka.

-Tak kochanie?

-Bill… Bo dzisiaj…

-Co dzisiaj?

-Jak poszedłeś po picie, to dzwonił twój telefon… i ja odebrałam…

-Tak? – Bill mówił nadal łagodnie, tak jakby wiedział o wszystkim

-I dzwonił Georgie… i udawałam ciebie, gadałam z nim, i się z nim

pogodziłam…

-I co dalej? – już powoli zaczął mnie denerwować ten spokój Billa

-I umówiłam się z nim na poniedziałek.

-To dobrze.

-Aha… I jeszcze w twoim imieniu zgodziłam się reaktywować Tokio Hotel…

-Cool! To wszystko? Jak tam Blaki? – Bill nadal był jakiś taki spokojny

-Billuś, nie jesteś zły na mnie? Że ja tak… Się rządziłam…

-Nie. Wiesz, ja całą tą rozmowę podsłuchałem. I też słyszałem to jak

rozmawiałaś z dziewczynami. Tylko byłem ciekawy, kiedy mi to powiesz…

-Och ty… Wiesz jak ja się bałam!

-Wiem… Ale i tak cię kocham! Pa Do jutra

-Bill, czekaj jeszcze jedno…

-Co takiego?

-Bo jutro mam się z wami spotkać. I ja naprawdę mam udawać, że cię nie znam

itd. Mam być fanką? Mam prosić o autograf… Coś w tym stylu?

-Jak chcesz. Będzie zabawnie! Ja też będę udawał, że widzę cię 1 raz na

oczy. Okey?

-Spox. :-) To pa

-Dobranoc….

Rozłączyłam się, zdałam dziewczynom raport o rozmowie, ustawiłam tak budzik,

 aby wstać rano i…. poszłam spać :-) Niedzielny dzień będzie fajowy, muszę

się wyspać… :-)

 

            Następnego dnia w stałam na dźwięk budzika. Dzisiaj wielki dzień – poznam

Tokio Hotel! :-)

Dziewuchy spały w najlepsze. Opuściłam łóżko, ubrałam dżinsy, bluzeczkę

odkrywającą brzuch, zrobiłam sobie extra fryz i makijaż. Po cichu zeszłam

na dół. Zjadłam lekkie śniadanko i czekałam na auto. Przypomniało mi się,

że mam zagrać szaloną fankę, więc poleciałam do pokoju po jakiś notes na

autografy. Wzięłam też parę zdjątek TH i na kartce napisałam tak: I love

You!!           Heh :-)

Właśnie usiadłam na kanapie, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam i

otworzyłam. Oczywiście był to koleś, który miał mnie zawieźć do Hotelu.

Wsiadłam do wozu i ruszyliśmy! :-)

            Dojechaliśmy po pół godziny. Jezu! Gdzie ten facet mnie wywiózł!? Wyszłam

z samochodu pełna zdziwienia. Przede mną stał wielgachny hotel! Był bardzo

ładny. Przed hotelikiem rozpościerał się ogromny ogród pełen róż i innych

kwiotków… :-)

            Weszliśmy do środka przez bigi drzwi. Nic nie wskazywało na to, że jest

tutaj ktoś żywy oprócz mnie i kierowcy. Pokierowaliśmy się w stronę dużej

Sali. Za jej drzwiami ujrzałam…. Billa i Toma spokojnie siedzących na

fotelach i popijających colę. Gdy weszłam wstali. Zauważyłam, że Tom

puszcza do mnie oko. Zajarzyłam, że jestem wielką fanką i kocham

bliźniaków. Zaczęła się akcja!

            Wybałuszyłam oczyska. Następnie zaczęłam piszczeć.

-Aaaaaaa!! Tokio Hotel! Kocham was! – darłam się na całego.

Bracia aż się skrzywili. Ja zaczęłam grzebać w mojej torbie, wyciągnęłam

notes i podleciałam do Kaulitzów wciąż piszcząc. Podekscytowanym tonem

(mało powiedziane) poprosiłam o autografy. Bill wziął długopis i podpisał

się. Następnie taką samą czynność wykonał Tom. Ja nie wiedziałam co by

zrobiła fanka w tej chwili… lecz nagle dostałam olśnienia… :-)

Wrzuciłam notesik do torebki i rzuciłam się na szyję zdziwionego Billa.

-Kocham cię! – wrzasnęłam mu do ucha.

Chłopak ściągnął mnie z siebie i powiedział:

-Tak, tak. Już dobrze. – uśmiechnął się.

-To jak masz na imię? – zapytał

Ja nie odpowiadając pocałowałam Billa w policzek, a następnie rzuciłam się

na drugiego bliźniaka. Toma także obcałowałam po policzkach.

Gdy tylko skończyłam moje przywitanie, bracia wytarli policzki. Ach, ci

faceci! :-)

-To może zaczniemy jeszcze raz. Jak masz na imię? – Powtórzył pytanie Bill

-Patrycja!

-O super. Ja jestem Bill, a to jest… - chłopak nie dokończył, ponieważ jego

brat był szybszy:

-Tom.

-Może usiądźmy? – zaproponował po chwili mop.

-Jasne! – odparłam posyłając uśmiech numer siedem i trzepocząc rzęsami.

Usiedliśmy. Chłopaki także całkiem nieźle grali zdziwionych. :-)

Nie wiedziałam od czego zacząć rozmowę, więc wymyśliłam kolejny show.. :-)

Otworzyłam torbę, wyciągnęłam zdjęcie chłopaków i kazałam im się na nich

podpisach. Następnie wyciągnęłam wcześniej przygotowaną kartkę z napisem: I

love You!! I dopisałam takie cóś: Jesteście tacy przystojni, tacy zabawni,

tacy seksowni… - KOCHAM WAS!!

Po tej akcji podniosłam kartkę z napisem i wstałam z fotelu. Bracia

widocznie nie przeczuwali, co chcę zrobić, ponieważ spojrzeli na, mnie

znaczącym wzrokiem.

A tak na marginesie, ochroniarze i jacyś inni ludkowie także patrzyli na

mnie z zaciekawieniem. :-)

Podniosłam mój ,,transparent,, ku górze i zaczęłam biegać po Sali jak

człowiek pierwotny recytując treść ,,plakatu,,. Wyglądało to komicznie.

Ładna dziewczyna biegająca po hotelu jak małpa wypuszczona z klatki i

krzycząca, że kocha dwóch chłopaków. Cała wiara patrzyła na mnie jak na

czubkę. Gdy skończyłam pokaz i wróciłam na miejsce Bill i Tom z trudem

powstrzymywali się od napadu histerycznego śmiechu. Po tej ,,pokazówce,,

Tom wstał i powiedział:

-Czy moglibyście nas zostawić samych? – to pytanie skierował do ochrony.

-Ale, czy na pewno?- nieśmiało zapytał goryl, tak jakby obawiał się, że

zjem Kaulitzów

-Na pewno. – twardo odp. Bill

-Tak jest.

Bodygardzi wyszli i zamknęli drzwi. Gdy upewniliśmy się, że jesteśmy sami w pokoju wybuchnęliśmy śmiechem.

Laliliśmy, liliśmy i nie mogliśmy skończyć. Ja śmiejąc się, popłakałam się

i rozmazałam makijaż. Musiałam wyglądać ja widmo! :-)

-Ale, jesteś aktorka! – mówił Tom przez śmiech.

-Niech Megi i Izka żałują, że ich tu nie ma! – dodał Bill

-Kocham was, jesteście seksowni… - glut powtarzał moją rolę

 -A co! Może nie prawda? – zapytałam gdy już się TROCHĘ uspokoiłam

-Dobra, dobra… - Tom próbował opanować śmiech.

-Bo mi mięśnie brzucha wysiądą…

-To coś cieniutkie te mięśnie! – skomentowałam

Znów zaczęliśmy się śmiać. Wyobrażam sobie ochroniarzy stojących pod drzwiami i słyszących dzikie śmiechy i chichoty… Matko! Co oni sobie pomyślą! :-)

Po kilkunastu minutach zapytałam:

-I co? Nadaję się na fankę Tokio Hotel?

-Tak naprawdę, to jeszcze nie spotkałem takiej, co się rzuciła na mnie i

zaczęła całować. – opowiadał Bill

-Łeeee… - dodał Tom – ja mam takich napęczki!

-Dobra, to o czym gadamy? – spytał Bill

-A! Jak tam Geogr?

-Szpox. Reaktywujemy zespół i za tydzień gramy pierwszy koncert. – zdał

raport Tom

-SUPER! Czyli w następny weekend was nie będzie? – Zapytałam już mniej

szczęśliwa

-No chyba… - wymijająco odp. Billek

Milczeliśmy troszku.

-Co przewidzieliście na dzień dzisiejszy? – Zagaiłam

-A zobaczysz! – tajemniczo odpowiedział młodszy bliźniak

-Heh :-)

-Wiecie, ja wam nie będę przeszkadzał. – oznajmił Tom.

-Idę se. Powiem ochroniarzom, że boli mnie brzuch. Miłej zabawy. – Tom tak

po prostu wyszedł z Sali. Chciałam go zatrzymać, ale Bill złapał mnie za

rękę i przyciągnął do siebie.

-To co robimy?

-Mogę dać ci buziaka. – zaoferowałam się.

-Oki. Czekam. – powiedział Bill i nadstawił się

Ja wstałam z fotela i rzuciłam

-Jak chcesz buziaka to chodź i sobie weź!

Billi wstał kręcąc głową. Podszedł do mnie, lecz ja odeszłam. On znów

podjął próbę złapanie mnie za rękę, lecz ja znowu odsunęłam się.

-Patii!

-No co?

Bill ruszył biegiem w moją stronę. Ja zaczęłam uciekać. Goniliśmy się po

pokoju. Między kanapami, fotelami, stołami. Bill zapędził mnie między fotel

a stół. Miałam taki wybór: albo dać buziaka Billowi, albo wleźć na stół i

uciec. Wybrałam drugą opcję i wgramoliłam się na stolik.

-I co! Nie złapiesz mnie! – krzyknęłam zaczepnym tonem

Bliźniak zaczął krążyć wokół stolika, a ja wyginałam się na meblu i

pokazywałam język, figę z makię itp.

-Sratatata dupa lata!– wrzasnęłam i podskoczyłam.

Niespodziewanie drewniane nogi nie wytrzymały mojego ciężaru i stół, razem

ze mnę zaczął lecieć na ziemię.

-Łaaaaa…. – darłam się.

Bill ma refleks szachisty:-), ponieważ zdążył mnie złapać. Zamiast na

twardej posadzce wylądowałam w objęciach Billa.

-UuuuDziankes. Za to, ci się należy. – oznajmiłam i cmoknęłam Kaulitza w

poliko.

W tej właśnie chwili do pokoju wszedł goryl.

-Wydawało mi się, że słyszę krzyk i trzask… - przerwał widząc, że Bill

obejmuje mnie.

-Uuuuu… Przyszedłem nie w porę?  - zapytał lekko zmieszany

-Nie, nie… - odpowiedział Bill puszczając mnie.

Teraz ochroniarz zauważył stół z powyłamywanymi nogami ( w skrócie: stół

bez nóg).

-Acha… - powiedział bez przekonania

-Muszę niestety powiadomić, że czas spotkania dobiegł końca. Panienko

proszę do samochodu. – dodał

-Już idę. – odparłam, po czym syknęłam do Billa

-Dzisiaj przyjdziemy do was. Zaraz po obiedzie.

Na koniec znów zapiszczałam i recytując wcześniej wymyślony wierszyk

(przypominam: Jesteście tacy przystojni, tacy zabawni, tacy seksowni… -

Kocham was!!) wyszłam z Sali. U drzwi posłałam całusa Billowi.

W drodze powrotnej cały czas śmiałam się z naszego ,,pierwszego,,

spotkania.

Będę miała, co opowiadać dziewczynom. Niech słuchają i zazdroszczą. Tak,

nie ubawiłam się chyba jeszcze nigdy… :-)

 

W domu:

-Heja! I jak było? – zapytała Megi u wejścia

-Zajefajnie! Mam angaż na szaloną fankę Tokio Hotel! – opowiadałam

-Już widzę co tam się działo! – Izi przewróciła oczyma

Opowiedziałam dziewczynom ze szczegółami co się działo. Tak się śmiałyśmy,

że Izka musiała skorzystać z klozeta. Po obiadku wybrałyśmy się do

bliźniaków. Już u wejścia śmialiśmy się… ;-)

Rozsiedliśmy się na kanapach.

Pogadaliśmy trochę o spotkaniu, następnie Tom zaproponował:

-Może w coś zagramy?

-A w co na przykład? – spytał Bill.

-Nie wiem. Może w zadania na pary?- oznajmiła Megi

-Ja będę sędzią. Oki? – dodała

-No spoko. Ale jak w to się gra? – zapytał Tom(ek;)

-Tak. Patii jest z Billem, a ty z Izką. Każdy na kartkach napisze jakieś

zwałowe zadanie dla dwóch osób. Dacie mi to. Później będziecie odpowiadać

na pytania. Jeżeli ktoś nie odpowie musi wykonać jakieś zadanko. Ok.?

-Uuuuu… Ale tych zasad. Nie wiem, czy Bill je zrozumie. – odezwał się mop.

-Ty się lepiej martw o siebie! – odpowiedziałam w obronie Billka.

-To gramy?

-Jasne. Piszcie te zadanka. – Megi podała nam kartki i długopisy.

Po kilku minutach wszyscy mieli coś nabazgrane. Oddaliśmy karteczki

Margaret.

-To kto pierwszy?

-My! – wrzasnął Tom.

-Ok. To macie pytanko. Ile Bill miał dziewczyn?

Ja spojrzałam na Billa. Ten uśmiechnął się od ucha do ucha i strzelił do

mnie oczko.

-A skąd ja mam wiedzieć! – oburzył się Tom.

-Toć nie jestem przyzwoitką!

-Odpowiadaj!

-Izka, wymyśl jakąś liczbę. Byle realną. – powiedział zrezygnowany glut.

-Oki. To może 10?

-Bill, czy to jest prawidłowa odpowiedź? – zapytała Megi

-Nie. 16.

-Kurka. I co teraz? – Tom wybałuszył oczycha.

-Losujcie kartkę z wyzwaniem. – oznajmiła Meg.

Izka podeszła i wyciągnęła 1 lepszą karteczkę.

-Para musi wymienić się ciuchami i zostać w nich do końca gry. –

przeczytała Izi

-No, czyli przebierać się! – krzyknął Bill.

-Izka, ubierz ciuchy Toma, a ty brachu, jej. – dodał.

-Jezu! Co za aparat to wymyślił! – obruszył się Tom, po czym wstał i z

Izabelą wyszli z salonu.

Wrócili po paru minutach. Wyglądali przecudownie. Izka miała na sobie

OGROMNE spodnie i koszulek Toma oraz czapkę. Natomiast Mop wdział się w

obcisłe dżinsy Izy i koszulkę na ramiączkach. Było mu widać prawie cały

brzuch. Heh :-)

Gdy wrócili ja, Bill i Megi turlaliśmy się ze śmiechu po ziemi. Nieźle!

Następne pytanie było do mnie i Billiego.

-Czy wiecie, jaki rozmiar ciuchów nosi Izi? – zadała pytanko Megi

-Ej! – to był odzew Izki

-Heh :-) Ja wiem. Mały! – odpowiedział Bill

-Proszę dokładniej…

-30. – podałam odpowiedź.

-Dobrze, dobrze… - Iza potwierdziła moją odpowiedź.

-Udało wam się! – Tom pogroził nam palcem, a ja pokazałam jęzorek :-)

-Tom i Iza. Prośba. Czy tym razem to Tom może odpowiedzieć? – zapytała Meg.

-Spox. – zgodził się sędzia dred. – tylko dawaj pytanie.

-To mi powiedz, jak po polsku jest Guten Tag? (przypominam, że bohaterowie

mówią po niemiecku)

-Eeee… Ja wiedziałem, kiedyś mi to mówiłaś Patii… - Tom spojrzał na mnie

błagalnym wzrokiem.

-Chyba jakoś tak – Dziumdziebry? – wypaplał Tom – dobrze?

Ja, Izka i Meg wybuchnełyśmy śmiechem. (Margaret jest Niemką, ale uczyłyśmy

jej Polskiego.)

-Nie! Dzieńdobry! Osioł! Grrrr… Przez Ciebie musimy losować zadanie!!  -

Iza wstała i zaczęła gonić Toma po pokoju.

-Ale ja nie chciałem! Ja nie wiedziałem! – Tom uciekał ile sił w nogach.

Było dużo śmiechu. :-) :-) :-)

Następnie Mop wylosował kartkę.

-Wlejcie sobie ketchupu do gęby i się pocałujcie. – wyrecytował treść

zadania.

-Fujjjjjjj… - skomentowała po chwili Izka.

Bill wstał i ruszył się po czerwoną maź ;-). Gdy ją przyniósł Izi i Glut

wlali sobie ketchupu do gęby. Łuuu… Ja bym pawia puściła. Nienawidzę

ketchupu!! :-/

Para przystąpiła do zadania i całowali się. Co chwili pomidorki kapały na

ciuchy, dywan… Bleee

Po paru minutach oderwali się od siebie i poszli umyć twarze. Współczucia…

Po powrocie Meg zadała pytanie dla mnie i Billa.

-Teraz niech odpowie Bill. Patii ma dwa hobby. Jakie?

-Malowanie i … - Bill urwał na chwilę – Boże, Patii! Nigdy mi nie mówiłaś o

jakimś innym hobby!

-To coś wymyśl. Może trafisz! – Odpowiedziałam.

-To może… Taniec?

-Nie! Patrycja maluje i jeździ konno! – Powiedziała uradowana Izka.

-Wreszcie coś losujecie! – dodała z bananem na buzi.

-Patii, naprawdę jeździsz konno? Nigdy nie mówiłaś. – Bill spojrzał na

mnie.

-No bo, dawno nie siedziałam na końskim grzbiecie…

-Losujcie! – przypomniała nam Izka. – No dalej!

Bill wyciągnął kawałek papieru.

-Pocałuj dziewczynę twojego brata, a dziewczyna niech pocałuje chłopaka

swojej przyjaciółki. – Przeczytał Bill.

-Czyli mam pocałować Izę? – zapytał z niedowierzaniem.

-Tak. A Patii Toma. – dokończyła Meg.

-Ja nie chcę. Nie zrobię tego! – zbuntowałam się.

-Patii, to tylko zadanie! – Izka uśmiechnęła się – no nie psuj zabawy.

Całuj. Pozwalam!

-Dobra, już, już… - powiedziałam i ociągając się wstałam.

-Im szybciej tym lepiej.

Zamknęłam oczy i… już po wszystkim. Nie było tak źle. Teraz kolej Billa.

Ten także jednym szybkim ruchem załatwił sprawę.

Po tym wszystkim zapytałam:

-Która godzina?

-Dochodzi 20. – Odpowiedział Mop.

-Uuuuu… A jutro szkoła… Łeee

-No… A ja i Tom idziemy na 1 próbę na koncert. – Oznajmił Billi.

-Aaaa… Możemy iść z wami? – Wypaliła Izka.

-No, nie wiem… - Tom westchnął.

Izka zrobiła maślane oczy i powiedziała.

-Proszę…

-No dobrze. Ale będziecie grzeczne?

-Nie ma sprawy! – Krzyknęłam

-To idziemy do domu? – zapytała Meg.

-No, chyba już czas. – potwierdziłam.

-A my was odprowadzimy. – zaoferował się Bill.

-No jasne!

Wyszliśmy. Tom złapał Izkę w pasie, a Bill mnie. Gdy tak szliśmy

uświadomiłam, że w naszej paczce brakuje jeszcze jednej osoby, a mianowicie

chłopaka dla Megi. Trzeba to jakoś załatwić… :-)

W poniedziałek w szkole było dobrze. Nic wielkiego się nie wydarzyło. Może

tylko to, że ja na przerwach wciąż szukałam kandydata dla Margaret.

Niestety nic nie znalazłam. Szkoda…

Po szkole, w domu zjadłyśmy obiad, przebrałyśmy się i razem z bliźniakami

wybrałyśmy się do domu Georga.

Nawet niezła chatka… :-)

-Heja! – przywitał nas George. – właźcie!

Weszliśmy. Zajęliśmy miejsca w salonie. Następnie pojawił się Gustav. Po

krótkich pogaduchach, wyruszyliśmy do klubu, w którym mają próbę chłopaki.

Na miejscu rozpakowaliśmy sprzęt i zaczęło się.

Kręciło się tam duuuużo ludzi.

Po trzeciej piosence, poczułam, że natura wzywa. (dla ciężko kapujących,

Patrycji chciało się siku.)

Poszłam, więc sama w poszukiwanie kibelka.

Po drodze niezaplanowanie wpadłam na kolesia.

-Sorry. – Bąknęłam.

-Nic Ci się nie stało? – zapytał zatroskany chłopak.

-Nie nic. – odpowiedziałam.

Teraz przyjrzałam się kolesiowi.

Był wysokim, umięśnionym blondynem. Miał zielone oczy i miły wyraz twarzy.

Nawet przystojny…

-Mam na imię Filip. A ty? – Przedstawił się przystojniak.

-Ja? Patrycja.

-Ładne imię.

-Dziękuję.

-A jeżeli można wiedzieć, to ile masz lat?

-Można, można… 15. A ty?

-W tym roku 17. A mieszkasz tu?

-No, ja jestem Polką i przyjechałam tu na wymianę. A mieszkam… Wiesz, gdzie

mieszkają bliźniacy Kaulitz?

-Wiem. Ale nie przepadam za tym ich zespołem. Tokio Motel..

-Tokio Hotel. Ja mieszkam naprzeciwko nich.

-Aaaa… To łatwo znaleźć twój dom!

-No…

-Dobra, to ja cię już nie zatrzymuję. Aha… Mogę numer twojego koma? –

Zapytał grzecznie chłopak.

-Jasne. – wyrecytowałam mój numer, pożegnałam się i poszłam do klopka.

Po powrocie do Sali prób pogadałam z Izką, kogo spotkałam.

-Tylko się nie zakochaj! – Szepnęła do mnie Izka.

-Śmieszne… - powiedziałam wzgardliwym tonem.

-Dziewczyny! Chcecie zaśpiewać z nami? – Wrzasnął Bill.

-Możemy. – zgodziłam się.

Wzięłam mikrofon i śpiewaliśmy. Najpierw ,,Monsuna,, następnie ,,Rette mich,

, i jeszcze ,,Ich bin nich` Ich,,.

Fajnie było.

Po powrocie do domu dostałam eska od … Filipa.

,,Cześć! Wpadłem dzisiaj na Ciebie. Pamiętasz mnie? ;-)

Widziałaś dzisiaj na próbie tych Tokijczyków? Śpiewali… No comments.

Co porabiasz? Odp. Pa,,

No comments – co to jest? Czyżby Filipek miał uraz do Billa i reszty?

Odpisałam.

,,Pamiętam… I widziałam tych Tokijczyków na próbie, bo są to moi najlepsi

przyjaciele! I żadne no comments, bo ja też śpiewałam!,,

Po chwili nadeszła odpowiedź.

,,Sorry, nie wiedziałem. Może zamiast Cię przepraszać pójdziemy jutro na

pizzę?,,

Odpisałam, że: ,,Nie mam ochoty.,,

Filip nie ubłaganie zapraszał, więc: ,,No dobra. To może jutro w pizzeri

Olivia. Może być?,,

Filip puścił strzałkę. To znak, że może być.

Poszłam spać. Tak w głębi duszy byłam ciekawa spotkania z Filipem…

 

We wtorek po szkole, gdy do pokoju weszła Izka i zapytała:

-Gdzieś się wybierasz? Dzisiaj bliźniacy zabierają nas na pizzę.

-Ja? Ja, no właśnie… Idę do szkoły.

-A po co?

-Bo obiecałam takiej jednej, że jej pomogę w matmie.

-Aaaa… Czyli dzisiaj, nie idziesz z nami?

-No, niestety…

-Spox.

Izi wyszła, a ja żałowałam, że okłamałam przyjaciółkę.

Dokończyłam make-up i ruszyłam w stronę pizzeri. Tam czekał na mnie Filip.

-Hej piękna! Co zamawiamy?

-Nie wiem. Może tę z salami?

-Na życzenie!

Zamówiliśmy pizzę i colę. Przy jedzeniu gadaliśmy i żartowaliśmy.

W pewnej chwili ktoś postukał mnie w ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam…

BILLA!! Do jasnej ciasnej!

-Cześć Patii. To właśnie jemu pomagasz w macie przy pizzy? – zapytał z

wyrzutem.

-Bill, ja Ci to wytłumaczę…

-Nie masz czego tłumaczyć. Ja wszystko świetnie rozumiem! – Chłopak

krzyczał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam łzy.

-Billuś, to nie tak…

-A jak?! A jak?! Wiesz, jak mogłaś! – krzyknął po raz ostatni i wybiegł z

pizzeri.

-Przepraszam. – Rzuciłam do zdziwionego Filipa.

Wstałam i wybiegłam z lokalu.

Jezu, co ja narobiłam! Mam nadzieję, że wszystko wytłumaczę Billowi, że

mnie zrozumie. Nie chcę go stracić!

Pobiegłam w stronę domu.

Wpadłam do pokoju jak szalona.

-Iza, Meg, gdzie jest Bill?

Żadna z dziewcząt się nie odezwała.

-Iza, Meg!

-No co?

-Gdzie jest Bill?

-Z fałszywymi przyjaciółkami nie gadamy. – spokojnie odrzekła Megi.

-Ale ja…

-Nie tłumacz się. A Bill nie wiem gdzie jest. Na pewno nie chcę ciebie

teraz widzieć.

-Ale mówiłam ci o tym Filipie. Ja wcale go nie lubię. Poszłam z nim pogadać

bo…

-Bo co?

-Bo, bo, bo ja chciałam Ci znaleźć chłopaka Megi. I on mi się wydawał wręcz

idealny! – Mówiłam płacząc.

-No świetnie! Mamy swatkę w domu! A ja wcale nie potrzebuję chłopa! Sama

jestem szczęśliwa! – krzyczała Meg z ironią w głosie.

-Dziewczyny proszę i przepraszam. Jesteście moimi przyjaciółkami…

-Oj Patii, przesadziłaś, ale prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie…

To w czym ci pomóc? – Izi zlitowała się.

-Och… Dziękuję…

Przytuliłam obie panny.

-Gdzie jest Bill? Muszę z nim pogadać.

-Wiesz… To chyba nie jest najlepszy pomysł. – w drzwiach stanął Tom.

-On nie chcę ciebie znać. Zraniłaś go. A już myślałem, że ty jesteś inna

niż wszystkie dziewczyny… Umawiać się z innym, gdy ma się chłopaka… Bill,

chyba już cię nie obchodzi. Po co ci wiedzieć gdzie on jest? – Tom

spokojnie stał i tłumaczył mi, jaki popełniłam błąd.

-Ale ja kocham Billa! Czy ty tego nie rozumiesz!?

-No tym, co pokazałaś przed chwilę, to nie rozumiem.

Rzuciłam się na łóżko i beczałam. Jak mogłam tak zrobić?! Jak mogłam, aż

tak zranić Billa?! Wiara opuściła pokój a ja zostałam sama. Płakałam.

Po jakiejś godzinie wzięłam telefon stacjonarny i zadzwoniłam do Billa.

Odebrał i spytał:

-Tak?

-Bill, to ja. Nie odkładaj słuchawki. Ja ci to wszystko wytłumaczę… - nie

dokończyłam, bo chłopak rozłączył się.

-Bill, Bill, Bill… - szeptałam do słuchawki, lecz słyszałam jedynie

przeciągłe Piiiiiiiii… :-(

Płacząc zasnęłam.

W środę obudziłam się z bólem głowy. Megi i Izki nie było. Pewnie poszły do

szkoły. Ja i tak bym nie poszła. Cały świat mi się zawalił. Bez Billa…

Łyknęłam tabletki i walnęłam się na łóżko. Myślałam jakby tu przeprosić

Billa. Zwykłe przepraszam tu nie wystarczy… Około 11 dostałam eska:,, Witaj

Patrycjo! Czemu wczoraj tak szybko uciekłaś? Co robił Bill w restauracji??

Co chciał od ciebie???,, Był to es od Filipka… :-/

Odpisałam: ,,Zwalij idioto! Przez ciebie straciłam coś ważnego w moim

życiu! Nienawidzę cię!!,, Byłam tak zła, że nie szczędziłam słów. Odpowiedź

nie nadeszła. Mam nadzieję, że się odczepił…

Izka i Meg wróciły ze szkoły, ale rozmowa się nie kleiła.

Zapytałam jedynie czy widziały Billa w szkole. Dziewczyny mi odpowiedziały,

że tak I ze Bill ma się dobrze. Podrywa już inne laski.

Ja nie mogłam w to uwierzyć. Tak szybko zapomniał o mnie? Nie, to na pewno

jest koszmar senny i zaraz się obudzę! Niestety, to nie jest koszmar… :-(

 

Reszta tygodnia minęła bardzo smutno. Nie chodziłam do szkoły, a dziewczyny

mówiły, że Bill ma już inną pannę. Jestem załamana! :-( :-( :-(

 

W weekend chłopaków nie było - mieli koncert.

 

W poniedziałek znów nie poszłam do szkoły. Bałam się, że jak zobaczę Billa

z inną to nie wytrzymam… Już i tak do głowy przychodziły mi głupie myśli…

 

Izka spotykała się z Tomem. On był jakby obrażony na mnie, za to zrobiłam.

No, ale miał rację… :-(

 

Filip na szczęście się odemnie odczepił.

 

W poniedziałkowy wieczór (koło 20) naszła mnie ochota na płacz. Nie

chciałam denerwować pani Szulc, więc poszłam na samotny spacerek. Było

ciemno. Na ulicy paliły się latarnie. Wokół mnie panowała cisza,

przerażająca cisza.

Szłam powoli, płacząc i wytykając sobie, jaką jestem egoistką. Byłam już

pewna, że ja i Bill to przeszłość. Po półgodzinnym spacerze uświadomiłam

sobie, że nie mogę tak po prostu pozwolić Billowi odejść, że jest on zbyt

ważny w życiu, że mogę później żałować, że go nie przeprosiłam. Pójdę do

niego i mu wszystko wytłumaczę. Muszę spróbować!

 

Skierowałam się w stronę domu bliźniaków.

Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Bill.

Zdziwił się. Bardzo się zdziwił.

-Czego chcesz? – zapytał zimnym głosem.

-Chciałam Cię przeprosić…

-Twoje przeprosiny mam gdzieś!

-Ale Bill! Między mną, a Filipem nigdy nic nie było i nie będzie!

-Spadaj, bo mi psujesz wieczór! – krzyknął Bill

-Ale…

-Bill, kto przyszedł? – To był Tom.

-Nikt. – odpowiedział Bill

-Odwal się… - syknął do mnie i zatrzasnął drzwi.

Jak on mógł mnie tak po prostu spławić?

Oczy znowu mnie zapiekły. Puściłam się pędem przed siebie. Biegłam ile sił

w nogach pochlipując.

Biegłam i biegłam. Wreszcie zabrakło mi tchu i kucnęłam pod drzewem.

Spojrzałam na zegarek. Było już 21. Może by już tak wracać? Późno się

zrobiło…

Wstałam i ociągającym się krokiem ruszyłam ku domowi.

Wtem ktoś się odezwał:

-Nie boisz się tak sama chodzić?

Nie odpowiedziałam, tylko przyspieszyłam chodu.

Nagle zza drzewa wyłonił się chłopak gdzieś w wieku 16 lat.

-Wiesz, jakiś bandzior, albo zbok mógłby cię dopaść…

Bałam się jak jeszcze nigdy w  życiu.

Nieznacznie kiwnęłam głową. Szłam dalej. Chłopak stanął przedemną.

Chciałam go minąć, ale on znów zagrodził mi drogę.

-Nie, nie… Masz może jakąś kasę?

-Nie…

-No, to źle. Masz problem, bo ja właśnie chciałem kasy.

-Mogę przejść?

-Nie. – twardo rzucił chłopak i złapał mnie za rękę.

-Puść mnie! – powiedziałam histerycznym tonem.

-Nie. – W oczach chłopaka dostrzegłam błysk.

-Puszczę, jak zdejmiesz parę ciuszków…

-Daj mi spokój! – już krzyczałam

Koleś przyciągnął mnie do siebie i zaczął rozpinać bluzę. Szarpałam się,

lecz na próżno.

-Na pomoc!!! – darłam się w niebo głosy.

-Zamknij mordę dzi***, to ci nic nie zrobię! – facet wkurzył się.

-Rataunku!!!! – nadal krzyczałam

-K****! Zamknij się!

-Jaka k****? – usłyszałam znajomy głos.

Chłopak odwrócił się. Tuż za nim stał… Bill…

-Spadaj! – odparł koleś i znów spojrzał na mnie.

-Nie spadne. A moją dziewczynę, to zostaw w spokoju! – krzyknął Bill i

szarpnął drania za frak.

-Dobra! – chłopak zwiał.

Ja stałam i dygotałam się ze strachu i z zimna. Jeszcze to wszystko do mnie

nie dotarło.

-Patii…

Teraz wyraźnie zobaczyłam twarz Billa. Był czerwony ze złości. Było widać,

że płakał. Teraz lekko się uśmiechał.

-Już dobrze? – zapytał tuląc mnie.

Nie odpowiedziałam, ponieważ byłam w szoku.

-Wiesz, przepraszam, że tak ostro zareagowałem, ale taki już jestem. Kocham

cię i chcę być z tobą.- mówił chłopak dalej obejmując mnie.

-Bill, a ja tak się bałam… - poczułam, że znów mam język.

-Już dobrze… - bliźniak uspokajał mnie.

Płakałam.

-Ja też ciebie kocham, a ten Filip…

-Nie mówmy już o tym. Ważne, że wszystko już jest dobrze. – Bill spojrzał

mi prosto w oczy, zbliżył swoją twarz i pocałował. Brakowało mi tego…

-A na przyszłość, to nie chodź sama po ciemku… - oznajmił, gdy już

wracaliśmy do domu.

Ja tylko uśmiechnęłam się i mocniej przytuliłam do Kaulitza.

Dobrze, że mam go obok siebie…

 

Wróciliśmy do domku i pożegnaliśmy się. Ja zaraz poleciałam do pokoju.

-Gdzie ty byłaś?! – Zapytała Megi u wejścia.

-Byłam na spacerze! – Powiedziałam uśmiechając się szeroko.

-Wiesz jak my się denerwowałyśmy! A co tak Ci do śmiechu? – Izka zdziwiła

się.

-A, bo… - Opowiedziałam dziewczynom przygodę z kolesiem i Billem.

-I tak to było. – Oznajmiłam, gdy skończyłam.

-Czyli rozumiem przez to, że ty i Bill to jesteście znowu razem?

-Aha…

-Extra! A wytłumaczyłaś mu tą kolację z Filipem?

-Chciałam, ale on się nie zgodził.

-Aaaa… A czy powiedział ci, po co poszedł za tobą? – Dociekała Iza.

-No właśnie… Nie zapytałam. Ale jutro się dowiem…

 

Poszłyśmy spać.

 

Następnego dnia w szkole, zauważyłam, że laski znowu biegają za chłopakami.

No tak! Przecież mieli koncert!

Po szkole bliźniacy przyszli do nas.

Meg, Tom i Iza siedzieli w salonie. Ja poprosiłam Billa o rozmowę na

osobności.

Usiedliśmy na łóżku w moim pokoju.

-Bill, mam takie pytanko…

-Słucham?

-Dlaczego wczoraj poszedłeś za mną?

-Bo jak cię wyrzuciłem z domu, to Tom się skapnął, że to byłaś ty i

wyprawił mi kazanie na temat miłości. Ja, co nieco zrozumiałem i chciałem

cię dogonić. Na szczęście Boskie…

-Wiwat Mop! Gdyby nie on…

Bill uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek.

-A jak koncert? – Zapytałam.

-Nie, dobrze. Wiesz fanki, fani i tak dalej. Fajnie się grało, znaczy

śpiewało… ;-)

-Cool!

-Patii, mam dla ciebie niespodziankę…

-Super. A co to jest?

-Niespodzianka!

-Żeś się wysilił! – Przekrzywiłam głowę w lewo.

-No dobra. Możemy iść teraz. Ale zawiążę ci chustkę na oczach. Ok.?

-Nie ma sprawy. Byle bym przeżyła. :-)

-Prośba. Ubierz jakieś stare dżisny.

-Szpox. A po co? Dlaczego? W jakim celu?

-Zobaczysz… - Tajemniczo odparł Kaulitz.

Przebrałam się.

Oznajmiliśmy reszcie, że będziemy wieczorem i poszliśmy.

Szliśmy już z dobrą godzinkę śmiejąc się i rozmawiając, kiedy Bill zagaił:

-Teraz założę Ci chustkę. Ale nie podglądaj!

-Jasne, jasne…

Bliźniak zawiązał mi oczy. Czułam się dziwnie. Co chwili zbaczałam z kursu

:-) i wpadałam na różne przedmioty. W końcu Bill zdenerwował się i wziął

mnie na ręce.

Wariat! :-) :-)

Niósł mnie chwilkę. Odstawił na ziemię i prowadził jeszcze kilka metrów.

Poczułam jakiś zapach. Coś pachniało… gnojem?? Nie, zdaje mi się.

Wciąż miałam zawiązane oczy. Weszliśmy do jakiegoś budynku. Tam usłyszałam

znajomy dźwięk, a mianowicie… KOŃSKIE RŻENIE!!!!!!

Sama zdarłam chustę z oczu i… TAK! To jest stajnia!

-Bill, co my tu robimy?! – Zapytałam trzęsąc się z podekscytowania. Tak

dawno nie siedziałam w siodle…

-To właśnie ta niespodzianka! Mówiłaś, że konie to twoje 2 hobby, więc

załatwiłem Ci jazdę…

-Jezu Bill! Dziękuję Ci! Nie musiałeś! – Rzuciłam się na szyję chłopaka.

-Jeżeli chcesz mi podziękować to proszę tu! – Rzucił chłopak i nadstawił

poliko.

-Proszę bardzo! – Powiedziałam i pocałowałam oba policzki. :-) :-)

-Czy to państwo są umówieni na dzisiaj? – Z siodlarni wyłonił się

instruktor.

-Tak. Ta pani. – Billuś wskazał n mnie ręką.

-A ty nie jeździsz? – Zapytałam.

-Nie. Ja nie umiem.

-To cię nauczę!

-Nie. Patii, to zły pomysł…

-Billuś, proszę…- Wypróbowałam dobry i znany pomysł na maślane oczy.

Oczywiście udało się!

-No może wsiądę…

-Jupi! Którego konia siodłać?

-Możesz wziąć tego tam na końcu. Gniadego. – Pan od jazdy konnej wskazał na

rumaka w ostatnim boksie.

-A ty weź… Może Diega. To ten naprzeciwko nas.

Zajęłam się siodłaniem koni. Oczywiście Bill nie umiał, więc ja musiałam mu

pomóc. Było dużo zabawy… :-) :-) :-)

Wyjechaliśmy na padok. Naprawdę, Bill wyglądał komicznie w toczku… :-)

Ja poczułam się w swoim żywiole.

-Patrycja, a jak się rusza? – Zapytał Bill, gdy jego koń stanął w miejscu.

-Łydkami ściśnij jego boki. Podziała.

-No właśnie nie działa. – Bill ściskał konia tak, jakby się bał połamać mu

żebra :-).

-To użyj palcatu.

-Czego?!

-To coś, co trzymasz w prawej ręce. Tylko… - Nie dokończyłam, bo Bill z

całej siły trzepnął rumaka w zad. Zwierzę pognało jak oszalałe galopem.

-Tylko ostrożnie… - Dokończyłam mówiąc do siebie.

-Ratunku! Wściekły koń! – Darł się Bill.

-Ściągnij wodze! –Krzyczałam galopując obok Billa.

-A co to jest!? – Odkrzyknął chłopak.

Przyspieszyłam Gniadego i zajechałam drogę Diega. Ten łaskawie zatrzymał

się.

-Patii, Bogu dzięki…

Ja lałam z Kaulitza jak głupia.

-Podskakiwałeś, jakbyś na rozżarzonym węglu siedział! – Lałam z chłopaka.

-Na dzisiaj mam dość! – Powiedział bliźniak i zszedł z konia.

-Bill! No co ty! Nie poddawaj się!

-Nie, nie. Już mnie nie nabierzesz na te twoje pięknę ślepia!

-Matko boska – częstochowska! To może wsiądziemy razem na Gniadego.

-Czyli, że jak?

-No właź na siodło i trzymaj się mnie. Tylko nie uduś!

-No tak to może być… - Zgodził się łaskawca Bill.

Wgramolił się na konia i złapał mnie w pasie. Ja przewidziałam parę

atrakcji na dzisiaj :-). Z miejsca ruszyłam galopem. Bill ścisnął mnie z

całej siły. Myślałam, że połamie mi żebra.

-Spokojnie!

-Ale, czy on tak musi pędzić?

-A co? Za wolno? – Spytałam i popędziłam konia.

-Aaaaa!!! Patii ja już nie chcę! – Darł się Bill do mojego biednego ucha.

-Oki. Dam już ci spokój. Nacierpiałeś się. – Ściągnęłam wodze i zatrzymałam

Gniadego.

Bill schodząc wywalił się. :-). Ma on talent…

Ja zsiadłam z Gniadego i odprowadziłam oba konie do stajni. Rozsiodłałam i

wróciliśmy do domu.

Opowiedzieliśmy reszcie jak było na jeździe. Wiara miała niezłą polewkę z

wyczynów Billa. :-) :-)

-Co robimy? – Zapytał Tom.

-Może jakieś filmidło? – Zaproponowała Megi.

-Oki. Ale ja i Bill musimy się wykąpać. Poczekacie?

-Nie ma sprawy. Idźcie.

-Ja pierwszy! – Wrzasnął Bill i pobiegł do łazienki. Grrrr….

Po 30 min. Nadeszła moja kolej. Szybciutko się wykąpałam i zeszłam na dół.

Spojrzałam na zegarek. Była 20. Nawet wcześnie… :-).

Oglądaliśmy jakąś komedię. Siedziałam wtulona w Billa. :-)

W pewnej chwili ktoś zadzwonił do drzwi…

-Kto to może być? – Izi zatrzymała film.

-O tej porze? – Dodała Meg.

-Pójdę otworzyć.

Wstałam i ruszyłam ku drzwi.

Otworzyłam. Niespodziewanym gościem okazał się… Filip!

-Ty tutaj?

-Tak. Chciałem pogadać.

-A o czym?

-Czemu mnie nienawidzisz? Czy coś Ci zrobiłem?

-Tak! Przez ciebie prawie straciłam Billa!

-Ale ja nie wiedziałem, że jesteś zajęta! Trzeba było mnie uprzedzić!

-No może tak… Ale…

-Patii, kto to? – Bill wszedł do przedpokoju.

Spojrzał na Filipa i w jego oczach zapłonęła złość.

-A pan do kogo?

-Do Patki.

-Patki? Zjeżdżaj!

Bill zatrzasnął drzwi i spojrzał na mnie, tak jakby oczekiwał, że pochwalę

to co zrobił.

-Dobrze mu tak. – Powiedziałam.

Właśnie mieliśmy zamiar wracać do salonu, kiedy znów zadzwonił dzwonek do

drzwi.

Bill zamaszystm ruchem otworzył drzwi i wrzasnął:

-Zostaw ją w spokoju ty… - Urwał.

-O! Bill! Co ty? – Okazało się, że tym razem była to pani Szulc.

-Bo ja właśnie…

-Mogę wejść kochaneczku?

-Tak oczywiście… - Bill zmieszał się.

Ja i Kaulitz wróciliśmy do pokoju. Ja ukradkiem śmiałam się z sytuacji

zaistniałej przed chwilą, a Bill był czerwony ze wstydu…:-) :-)

Następnie do pokoju wparowała Kate.

-Bill, Tom!

Kate przestała się interesować Kaulitzami, zaraz po rozpadzie ich zespołu.

Gdy bracia przychodzili do nas, mało ją to obchodziło. Teraz, była na

koncercie w weekend i znowu się zaczęło… Odżyła w niej miłość do

bliźniaków….

-Jak miło was widzieć! Mogę autograf? – Zapytała uśmiechając się i podała

kartkę z długopisem.

-Tak.

-Jasne.

Kaulitzowie podpisali się i chcąc uniknąć dalszych podpisów Tom oznajmił:

-Sorry, ale musimy już iść.

-No właśnie. Już późno… - Poparł brata Bill.

-Szkoda… - Westchnęła Kate.

-A nam nie. – Mruknął Bill, lecz nikt oprócz mnie go nie usłyszał.

Dziewczyny i bliźniacy wyszli z domu. Skierowaliśmy się do housa Kaulitzów.

Pod ich domkiem jeszcze raz omówiliśmy dzisiejszy dzień.

Pożartowaliśmy i niestety, ja i moje psiapsióly musiałyśmy wracać do domu.

W łóżkach bardziej szczegółowo opowiedziałam dziewczynom o rozmowie z

Filipem.

Gdy właśnie zasypiałam mój telefon zadźwięczał.

-Jasna cholera! Co znowu! – Szepnęłam do siebie.

Spojrzałam na wyświetlacz. Jedna nieodebrana wiadomość. Może od Billa?

Niestety es był od Filipka :-/.

Pisał tak: ,,Patii, przepraszam cię, ale nie wiem o co chodzi. Jaka w tym

moja wina, że nie powiedziałaś mi, że masz chłopaka! Naprawdę, nie masz się

o co złościć. Ale wiesz? I tak cię lubię! Pa,,

I tak cię lubię! Phi… Nie odpisałam bo zasnęłam. Przecież jutro do szkoły…

 

 

c.d.n.

 

(Zuzanna Ledworowska – zozol@znalezione.pl)